orientacje sejmowe

Obrazek użytkownika tad9
Kraj

Nowy parlament mieni się kolorami tęczy. I tak: prócz masy szarych posłów, mamy w Sejmie dwóch Murzynów, jednego rozpoznawalnego transwestytę i jednego zdeklarowanego pederastę (o ilości transwestytów nierozpoznanych i kryptogejów trudno powiedzieć coś wiążącego, choć można mieć pewne podejrzenia, zwłaszcza gdy idzie o tych pierwszych). A poza tym – jak zwykle: jest jeden oficjalny przedstawiciel mniejszości niemieckiej, oraz iluśtam nieoficjalnych przedstawicieli innej miejszości. W związku z tym wszystkim niektórzy już zaczęli sobie ostrzyć zęby na na jakieś obyczajowo-kulturowe sejmowe rewolucje, ale – póki co – idzie to tak sobie. Marszałkiem Sejmu została, co prawda kobieta, ale została nim tylko dlatego, że jest wierna mężczyźnie (konkretnie – Tuskowi), więc patriarchat jeszcze nie padł. A i seksizm kwitnie, tyle, że teraz jest to seksizm homoerotyczny. Oto poseł Biedroń, pytany przez „Super Express” o najprzystojniejszego posła, odparł dziarsko, że ma w czym wybierać. Tak więc poseł Biedroń niemal oficjalnie ogłasza erotyczne łowy, a biedni posłowie heteroseksualni, pomni smutnego losu pana Węgrzyna, muszą siedzieć jak myszy pod miotłą. Ktoś powie, że to duża zmiana, ale ja postępowo powiem: seksizm to seksizm, choć przyznaję posłowi Biedroniowi – jego na wierzchu.

Zresztą Biedroniowi (i Annie Grodzkiemu) można zazdrościć nie tylko rodzącej się „hegemonii kulturowej” w Sejmie, ale i trwałej tożsamości. Jak bowiem dowodzą lewicowi myśliciele bodaj wszystkie tożsamości są ulotnymi konstruktami społecznymi – poza tożsamościami mniejszości seksualnych. Z jakiegoś powodu te jedne są niepodważalne i trwałe jak stal (powiedźcie lewicowemu myślicielowi, że „nikt nie rodzi się kobietą, to będzie mlaskał z zadowolenia, a gdy kto powie, że „nikt nie rodzi się homoseksualistą” to go zadziobią...). Przyglądałem się tym teoriom z przekąsem, ale teraz muszę przyznać, że coś jest na rzeczy, choć idzie raczej o tożsamość polityczną, a nie płciową. Do rewizji poglądów skłoniła mnie obserwacja nowych posłów Platformy Obywatelskiej. Otóż, mają oni w tej chwili osobliwy status (ontologiczny?), który nazwać można „zawieszeniem”. Są czystą potencją, której kierunek realizacji zostanie dopiero wyznaczony przez Pierwszego Poruszyciela w osobie Donalda Tuska (czy raczej przez wypadkową sił działających na Tuska, bo przecież tak naprawdę Tusk żadnym Pierwszym Poruszycielem nie jest, co najwyżej trzecim lub piątym). Czy posłowie Platformy będą „bronić konserwatywnego status quo”? A może staną staną w pierwszym szeregu jakiejś „rewolucji kulturalnej”? Tego – przynajmniej do zrobienia pogłębionych sondaży – nie wie pewnie sam Tusk, a już na pewno nie wiedzą tego nieszczęśni posłowie.

Wiadomo tylko, że cokolwiek zrobią, zrobią to z entuzjazmem, choćby to było forsowanie pakietu lewackich pomysłów. Przeforsują i ani nie pisną. No, może tylko na ekranach TVN24 objawi się Gowin Frasobliwy i z niepodrabialną minią oświadczy, że to już jest prawie kres jego wrażliwości, i jeszcze trochę, a on zacznie zastanawiać się nad ewentualnym rozważeniem możliwości wzięcia pod uwagę hipotezy kontynuowania kariery poza Platformą... Ale to nie pan Gowin ze swoim zdecydowaniem jest dziś na wznoszącej. Nadszedł czas innych typów. Tak się bowiem składa, że każda epoka wytwarza swój typ idealny, a epoka Tuska wydała ideał w osobie posła Tomczykiewicza. Trzeba go było słuchać wczoraj, w programie III Polskiego Radia! Dziennikarz pyta Tomczykiewicza o skład rządu, a ten na to: „Ja nie wiem, kto będzie ministrem. To wie pan premier”. A gdy okrutny redaktor zapytał, czy aby sam Tomczykiewicz nie spodziewa się rządowej posady, poseł odpalił: „Ja o nic się nie staram, to wszystko w głowie pana premiera”. Oto polityk na miarę czasów! I wróżba na przyszłość, bo jeśli z jeden strony mamy pewnego siebie i obdarzonego twardą tożsamością posła Biedronia (plus wspierający go front medialny), a z drugiej strony Tomczykiewicza w galarecie, to, doprawdy nie trudno przewidzieć kto tu będzie górą. Tak czy owak pewne jest jedno: ten Sejm odniesie sukces. Ostatecznie miarę sukcesu określają aspiracje, a w III RP poprzeczka ustawiona jest wyjątkowo nisko (wystarczy, że jakiś samolot nie rozpieprzy się o ziemię, tylko wyląduje bez strat w ludziach - i już mamy sukces). Będziemy więc kroczyć od sukcesu, do sukcesu...

Brak głosów