Cieszewski Jordan Madden Lowe Kumar Bettinger-brzozy nie było

Obrazek użytkownika foros
Kraj

 

Praca prof. Chrisa Cieszewskiego i pięciu innych amerykańskich naukowców była banalnie prosta. Sprawdzili czy przed 10 kwietnia 2010 słynna brzoza była złamana czy też nie.

Z analizy fotografii satelitarnych okazało się, że brzoza była złamana już przed 5 kwietnia. Na podstawie zdjęć prof. Cieszewski ocenił, że złamanie miało miejsce 1-2 dni przed 5 kwietnia.

Wcześniej takie badania były bardzo trudne, ponieważ raporty MAK i Millera podają nieprawdziwe położenie geograficzne brzozy. Dokładną pozycję brzozy udało się ustalić dzięki zdjęciom z paralotni z filmu Anity Gargas.

Czy praca zespołu amerykańskich naukowców jest do obalenia metodami naukowymi? Ich referat znany jest od tygodnia. Został wygłoszony na konferencji w USA. Do dnia dzisiejszego ani rosyjskie, ani polskie czynniki państwowe, dysponujące wszak fotografiami o większej rozdzielczości, nie potrafiły odnieść się do pracy zespołu Cieszewskiego.

Podobnie redakcje polskich czasopism prorządowych przez ponad tydzień czasu nie były w stanie zakupić zdjęć i zlecić ich zbadanie ekspertom. A może zrobiły to, lecz wynik nie spełnił oczekiwań. Jest jeszcze oczywiście prof. Paweł Artymowicz, astrofizyk, który w ciągu 2 lat okazał się specjalistą od mechaniki lotu, analizy elementów skończonych, fonoskopii, prawdopodobnie szybko odkryje też w sobie talent do fotogrametrii, jednak katastrofa smoleńska to nie najlepszy temat do krotochwil.

Praca prof. Cieszewskiego i pięciorga innych amerykańskich naukowców ma fundamentalne znaczenie dla sprawy badania katastrofy smoleńskiej, kwestionuje bowiem bezpośrednią przyczynę katastrofy: uderzenie skrzydła samolotu w brzozę. To zaś powoduje potrzebę rozpoczęcia śledztw od nowa.

Specyficzna, do dziś nie znana podstawa prawna badań MAK eliminuje, lub bardzo utrudnia wznowienie śledztwa przez ten organ. Zresztą potrzebna byłaby tutaj wola państwa polskiego, a tej nie ma.

Do wszczęcia prac polskiej komisji państwowej też potrzebna jest wola polskich władz i też jej nie ma, podobnie jak woli polskich organów państwowych do weryfikacji ustaleń Zespołu Cieszewskiego. Najprawdopodobniej więc prawnych skutków referatu, w najbliższej przyszłości nie będzie.

Pozostaje powszechnie już znana śmieszność polskiego państwa, które boi się przeprowadzić śledztwo w sprawie śmierci swojego prezydenta. Od dziś będzie mógł ją stwierdzić każdy, kogo stać na wydanie 300 dolarów na zakup zdjęć satelitarnych i ściągnięcie bezpłatnego programu do ich analizy.

Tyle, że dla zorientowanych w temacie to przecież nihil novi sub sole.

 

 

ps.

przy okazji pytanie do prawników. Który dowód przed polskim sądem będzie miał większą wagę, zdjęcie z czasu zdarzenia, czy zeznanie świadka odebrane 3,5 roku po zdarzeniu. Zakładając oczywiście, że te dwa dowody są sprzeczne.

 

 

Brak głosów