O Przystanku Woodstock i nie tylko

Obrazek użytkownika lesiu
Blog

O Przystanku Woodstock i nie tylkoTak się jakoś dziwnie w naszym kraju składa, że o pewnych osobach można mówić dobrze, bardzo dobrze lub wcale, ale nie daj Boże by ktoś powiedział źle, bo wtedy podpadnie całemu salonowi.

Jedną z takich osób jest bez wątpienia Jerzy Owsiak, którego krytykować nie wolno, podobnie jak wszelkich inicjatyw przez niego podejmowanych – w tym Przystanku Woodstock. Z racji, że na moim blogu poruszam kwestie kontrowersyjne i nie kieruję się poprawnością polityczną postanowiłem zamieści bardzo ciekawy artykuł o tym, co tak naprawdę ma miejsce na tej jakże chwalonej w mediach imprezie. Myślę, że naprawdę warto zapoznać się z tym artykułem, który zamieszczony był w ubiegłotygodniowym wydaniu „Naszego Dziennika”. Mam nadzieję, że dla Was nie będzie wyznacznikiem do oceny tego artykułu nazwa dziennika, który go zamieścił, ale jego treść. Autor w sposób naprawdę rzeczowy i szczegółowy stara się przedstawić ogromne zagrożenie duchowe, psychiczne i fizyczne na jakie narażeni są uczestnicy Woodstocku, choć nie koniecznie zdają oni sobie z tego sprawę. Życzę miłej lektury i zachęcam do dyskusji.


"NIEBEZPIECZNE INICJACJE (1)

Igranie ze światem ciemności i oswajanie zła, czyli refleksje po festiwalu Woodstock 2008


"Czuję agresję w powietrzu" - powiedział któregoś razu ze sceny o atmosferze festiwalu Woodstock lider niemieckiej grupy Kreator - największej gwiazdy tegorocznego spotkania - propagującej właśnie teksty bluźniercze, igrające z najbardziej nikczemnymi tematami, nie wyłączając satanizmu wraz z profanacją Bożego Imienia. Nie jest więc prawdą, że treści satanistyczne - i to w sposób oficjalny, poprzez zaproszonych i rozreklamowanych gości - nie docierają na Woodstock. Tak mogą twierdzić tylko ignoranci lub ludzie stronniczo nastawieni.

Jak zauważył teolog niemiecki Klaus Berger, oddawanie czci szatanowi cieszy się aktualnie wielką popularnością - akceptowaną w społeczeństwie i wśród polityków - zwłaszcza w niektórych kręgach ezoterycznych oraz w sferze sztuki, a szczególnie muzyki. Zgodnie z opinią światowych ekspertów w tej dziedzinie (W. Schwetzingen), przynajmniej niektóre obszary muzyki rockowej determinuje ten temat. "Dance with mister D (evil)" to "taniec z diabłem", "goat's head soup" ("zupa z głowy kozła") nawiązuje do głowy kozła jako bafometa, rytualnego czy kultycznego symbolu szatana, który jest zresztą godłem Kościoła szatana La Veya, (gdzie owa głowa wpisana jest w pentagram, będący sam w sobie satanistycznym symbolem).
Także przywoływania szatana (jakby spirytystyczne ewokacje czy swoiste antymodlitwy), jak "I leave satan on me ("Pozwalam zbliżyć się do mnie szatanowi") i "Help me, help we, Devie" ("Pomóż mi, pomóż mi, diable") potwierdzają to spostrzeżenie w równym stopniu, co bluźniercze urąganie Jezusowi jako "dead man" ("martwemu człowiekowi" czy Synowi Bożemu, który nie zmartwychwstał) albo określanie Jezusa mianem szumowiny, co jest już zresztą znane od czasów satanizmu antycznego (K. Berger, "Po co jest diabeł?", Poznań 2007, s. 237).
Mimo że w reklamówkach i wywiadach dotyczących festiwalu Woodstock mówi się tylko o muzyce, to pomija się fakt, że przekazuje ona określone destrukcyjne treści językowe i światopoglądowe, w tym ewidentnie satanistyczne, co można udowodnić naukowo, analizując zarówno symbolikę, jak i semantykę propagowanej "sztuki".
Problem polega jednak na tym, czy satanizm traktuje się poważnie, co oczywiście nie dotyczy tylko samego festiwalu Owsiaka, ale w sposób oczywisty stoi w sprzeczności z orędziem pokoju, promowanym oficjalnie także poprzez znaki i symbole.

Nie chodzi tylko o tę straszną muzykę
Największą gwiazdą "muzycznej" strony festiwalu Woodstock był niemiecki zespół Kreator, przedstawiciel thrash metalu (zajmującego się horrorami, okultyzmem i satanizmem), pierwotnie działający pod nazwą Tyrant; został założony w 1982 roku. Niemiecka odmiana thrash metalu (teutonic thrash metal) jest uważana za najcięższą spośród dotychczas wymienionych. Inni reprezentanci to np. Sodom (wydał znany album o satanistycznych konotacjach - The Final Sign of Evil) czy Destruction. Wyraźne są tu wpływy black i death metalu. Stąd wiele zespołów black i death metalowych określa Kreatora jako swoją główną inspirację.
W zespołach tego typu nie chodzi tylko o muzykę, ale o przekaz treści, słów i orędzi ideologicznych, o czym się często zapomina. Co to jest black metal właśnie w aspekcie treści? W warstwie słownej (zwanej czasem eufemistycznie "liryczną") dominują głównie motywy satanistyczne, pogańskie, okultystyczne i jawnie antychrześcijańskie. Rotting Christ jest np. najbardziej znanym greckim zespołem blackmetalowym. Krzycząco bluźnierczy tytuł oznacza "bzdurnego" czy "butwiejącego" Chrystusa. Czasem w black metalu pojawia się tematyka wojenna, mizantropijna, czasem apokaliptyczna. Wszystko są to jednak odmiany estetyki ciemności, sympatii wobec zła, kultu Złego.
Jedną z form ekspresji gatunku jest tzw. corpse paint - specjalny rodzaj czarno-białego makijażu, który potęguje wrażenie demoniczności członków zespołów, jak również ma symbolizować barwy wojenne wojowników walczących z chrześcijaństwem (rzeczywiście jest ono groźne dla miłujących Zło!). W miarę upływu czasu ukształtowało się wiele odłamów black metalu, m.in. pagan metal, NSBM, które bazują na spuściźnie po Vargu Vikernesie z Burzum, który to obok treści satanistycznych promował także treści narodowo-socjalistyczne.
Podobnie w Polsce kolejne lata przyniosły wzrost liczby zespołów blackmetalowych, a także podział polskiej sceny. Część zespołów (np. Graveland, Fullmoon) upolityczniła swój przekaz (zespoły te skierowały się ku neonazizmowi, ukazując jego rzekome podstawy w kulturze dawnych ludów Europy i pogaństwie). Dla odróżnienia od reszty zwykło określać się je mianem NSBM. Pewna grupa zespołów (np. Arkona, Sacrilegium) oparła swój przekaz o etos wierzeń przedchrześcijańskich. Trzecia wreszcie część pozostała pod wpływem często dość płytkiego, ale zawsze groźnego satanizmu lub okultyzmu (Besatt, Mastiphal).
W Polsce najwięcej kontrowersji związanych z nurtem black metal wywołał zespół Gorgoroth, który przyjechał z Norwegii do Krakowa w 2004 roku w celu nagrania swojego oficjalnego DVD. "Muzycy" przyozdobili scenę zwłokami martwych zwierząt, w tym nabitymi na pale odrąbanymi baranimi głowami oraz krzyżami, do których przywiązano nagie kobiety i mężczyznę. Jedna z dziewczyn wiszących na krzyżu zemdlała w czasie koncertu, jednak pomimo tego nie przerwano nagrań. Użyto dużej ilości syntetycznej krwi. Scena była odgrodzona od publiczności zasiekami z drutu kolczastego. Jako że owo DVD nagrywano w krakowskim studiu TVP, sprawa bardzo szybko została nagłośniona w polskich mediach, a jednocześnie - w duchu "poprawności politycznej" - zbagatelizowana.
Death metal z kolei promuje śmierć w każdej postaci (w szerokim tego słowa znaczeniu), w tym eutanazji, aborcji, zbrodni przeciwko ludzkości, morderstw, dzieciobójstwa, a także deprawacji społeczeństwa (kazirodztwo, konsumpcjonizm, akty przemocy, gwałty). Tradycyjna tematyka tekstów dla tego gatunku porusza zagadnienia okultyzmu, ezoteryki oraz otwartego satanizmu (co Wikipedia określa eufemistycznie jako "zagadnienia związane z Biblią i negatywnymi postaciami np. diabłami, potworami, mutantami").
Satanizm we wszelkiej postaci pojawia się więc w death metalu, choć mówi się, że jest jednak domeną black metalu. Są zespoły prezentujące w utworach treści o tematyce społecznej i politycznej (Obituary, Dying Fetus). Obecnie w zasadzie nie występują granice tematyczne, co widać było w Kostrzynie.

Promocje kultu śmierci, perwersyjnego zabijania, antyteizmu i satanizmu
A co promuje zespół Kreator, uznany i profesjonalny inspirator oraz propagator podobnych treści, pojawiający się w glorii sukcesu na festiwalu Woodstock? Na pewno nic, co ma wspólnego z prawdziwie i głęboko pojętą ideą pokoju czy nawet ideologicznym pacyfizmem (teorią samą w sobie kontrowersyjną, nie mówiąc o samej "pacyfce", która sama w sobie ma podejrzaną historię). Znana jest bowiem ilustracja z V wieku przedstawiająca św. Piotra ukrzyżowanego głową w dół. Święty Piotr został ukrzyżowany w rzymskim ogrodzie cesarza Nerona w 67 roku po narodzeniu Chrystusa. Odwrócony krzyż, zwany krzyżem Nerona, został zaadaptowany w wiekach średnich przez satanistów jako jeden z ich symboli, a dopiero później także przez "bojowników o pokój", związanych zresztą początkowo głównie z komunizmem, który używał tego hasła najczęściej.
Istnieje znany szesnastowieczny wizerunek szatana, posiadający na nakryciu głowy pięcioramienną gwiazdę (pentagram), a w oczach - krzyże Nerona, który bywa używany przez satanistów. Nie to jest jednak najważniejsze i nie na tym polega głównie prezentowanie treści satanistycznych na Woodstock. Wróćmy więc do ideologii czy treści symbolicznych rozpowszechnianych przez niemiecki zespół Kreator (którego tytuł w kontekście całości owych treści również pobrzmiewa bluźnierczo).
Z całą pewnością zespół Kreator promuje nie tylko kult śmierci, ale też kult ekstremalnej agresji i perwersyjnego zabijania (w tym samobójstwa), co samo w sobie jest satanistyczne, jak sądzi teolog niemiecki K. Becker (dz. cyt., s. 238). Świadczą o tym już (liczne!) tytuły albumów poszczególnych piosenek oraz ich wewnętrzna treść (Extreme Aggression, Bringer of Torture, Violent Revolution, Flag of Hate, Scenarios of Violence, Voices of Transgression, Pleasure to Kill). Statystyka językowa ukazuje, że nie ma mowy o żadnym przypadku, ale o stałej i wręcz obsesyjnej, "nekrofilnej" - i ostatecznie satanistycznej - tendencji. Koszulki sprzedawane na stronie internetowej zespołu używają takich nazw jak wspomniane tytuły. Sprzedaje się też koszulki imitujące rozbryzganą krew, symbol przemocy, śmierci, zbrodni czy zagłady.
Kreator propaguje też treści bluźniercze skierowane przeciwko Bogu, o czym świadczy tytuł ostatniego albumu "Enemy of God" (Wróg Boga!), który był także utrzymany w klasycznym, thrashowym stylu (2005). Zespół ruszył w trasę po Ameryce Północnej razem z Napalm Death, A Perfect Murder i The Undying (perwersyjne tytuły mówią same za siebie). Są to więc fałszywi prorocy, którzy aktywnie i publicznie głoszą bunt przeciwko Bogu, antyteizm. Jedną z definicji antyteizmu podał francuski katolicki filozof Jacques Maritain (1950), który określał tym mianem "aktywną walkę z wszystkim, co przypomina nam o Bogu".
Jedna z koszulek sprzedawanych na stronach internetowych zespołu Kreator zawiera rycinę upadłego Anioła, podpisaną "Son of Evil" (Syn Zła lub raczej Syn Diabła), co wskazuje na bezpośrednie konotacje z satanizmem, pojętym jako kult Zła.
Do bluźnierczej krucjaty z "Enemy of God" przyłączył się kolejny satanistyczny zespół zaproszony na Woodstock. Chodzi o prawdziwą "gwiazdę" w tym środowisku, jakim jest polski zespół Vader, który satanistyczne szaleństwo prezentuje w swoich tekstach i symbolach jeszcze bardziej ewidentnie. W czasie jednego z sezonów koncertowych Vader dołącza do trasy Kreatora po USA pod szyldem "Enemy Of God Tour 2005" (w trasie brały udział - również nawiązujące do satanizmu - zespoły Death Angel, If Hope Dies). W jego symbolice (na stronie głównej internetowego portalu) występują klasyczne satanistyczne rytualne pentagramy - noszone nawet na koszulkach - razem z kultyczną głową kozła (bafometa) oraz odwrócone krzyże, zawsze spotykane w kulcie satanistycznym. Na okładkach licznych albumów grupy Vader widzimy bluźniercze znaki satanistyczne, obrzydliwe perwersje, kult śmierci, okrutnego zabijania i nihilistycznego samobójstwa.
Widziałem wywiad z Vaderem zorganizowany przez "Onet Muzyka". Mówiono tylko o muzyce, a nie o bluźnierczych tekstach czy niebezpiecznych symbolach. To jest wszystko ukrywane. Twierdzi się jednak, że ich kult brutalności i szybkości, oryginalność i walka o sukces znane są dzisiaj niemal we wszystkich zakątkach świata. Vader był pierwszym zespołem metalowym z tzw. Wschodniego Bloku, który podpisał kontrakt płytowy, a ich demo "Morbid Reich" zostało uznane w 1990 roku za najlepiej sprzedające się demo w historii death metalu.
Vader inspirował się też okultystyczną prozą H.P. Lovecrafta i mroczną magią sumeryjską. Niedawno zespół był świadkiem premiery swego nowego videoklipu do specjalnego utworu "Sword of the Witcher", który promuje grę "The Witcher" ("Wiedźmin") wydaną przez CD-Projekt RED/Atari. Wersja gry komputerowej "Wiedźmina" ma estetykę wybitnie satanistyczną, co zauważyli chrześcijańscy eksperci z Zachodu (konsultanci Episkopatu francuskiego), którzy nie wiedzieli, że chodzi o grę utworzoną na podstawie polskiego autora (prezentowali to na zjeździe egzorcystów). Jest to tym bardziej ważne, że moja krytyka "Wiedźmina" A. Sapkowskiego przed laty wywołała prawdziwą histerię, także w tzw. kręgach "naukowych", ale ślepych na zagrożenia duchowe. Ciekawostką jest także to, że gościnnie występował w Vader Roman Kostrzewski (lider satanistycznego zespołu Kat, który kiedyś w Jarocinie celebrował czarną mszę i profanował Biblię), oficjalnie przyznający się do satanizmu - realizując wokale w "Wyroczni". Ręka rękę myje.
Podobne kontrowersje dotyczą innych zaproszonych na Woodstock 2008 zespołów. Szwedzi z zespołu Clawfinger promują obecnie swój najnowszy album, zatytułowany "Life Will Kill You", który ukazał się w ubiegłym roku. Ich najlepsze wspomnienie to trasa Monsters of Rock w południowej Ameryce. Grali wtedy na stadionach razem z bardzo znanymi, "inicjowanymi" satanistami: Faith No More, Alice'em Cooperem, Ozzym Osbournem, Megadeth i Paradise Lost.
Na stronie innej zaproszonej na Woodstock 2008 grupy, czyli meksykańskiego zespołu Panteon Rococo, wyświetla się pentagram z trupią czaszką w kapeluszu, która również ma na czole pentagram. Podobnie godłem innego zaproszonego zespołu Thee Flanders jest czaszka z rogami i z pentagramem (pośród rozbryzganej krwi), co wyświetla ich strona internetowa. Pentagramy - nieco stylizowane - pojawiają się na koszulkach liderów promowanego zespołu Acid Drinkers (wydał znany krążek pod znamiennym tytułem Infernal Connection), którego takie właśnie zdjęcia możemy znaleźć w internecie. Zostawmy jednak te bulwersujące szczegóły oraz inne kontrowersyjne zespoły, jak Closterkeller (prezentujący tzw. rock gotycki), obecne tego roku w Kostrzynie - przechodząc do syntezy.

Zło i szatan mają charakter obiektywny, poważny i niebezpieczny
Objaśnijmy więc na początku, co oznacza pentagram, najczęściej stosowany przez satanistów i używany przez nich (nie zawsze w pełnej świadomości) jako "symbol realistyczny" do rytualnego przywoływania złych duchów. Pentagram, pentagrammon (gr. penta - pięć, gramma - litera, znak, pięciokąt foremny gwiaździsty lub gwiazda pięcioramienna) jest ważnym symbolem magiczno-okultystycznym, a także satanistycznym. W XIX wieku znany okultysta i kabalista Eliphas Levi (eksksiądz Ludwik Constant) wprowadził podział pentagramów na "dobre" i "złe". Pierwszy z nich posiada jeden wierzchołek skierowany ku górze i jest często przedstawiany z wpisanym w siebie wizerunkiem człowieka. Pentagram ten jest jednym z ważniejszych symboli masonerii i bywa interpretowany jako symbol człowieka (z napisami ADAM-EVE), będącego w drodze do "odrodzenia" i "ubóstwienia" - jest to więc symbol pogańskiego humanizmu inicjatycznego. W niektórych przypadkach znak ten jest także uznawany jako symbol "dobrego" Lucyfera. Z kolei odwrócony pentagram z dwoma wierzchołkami skierowanymi ku górze jest uważany za realistyczny symbol "złego" Szatana (z napisami SAMAEL-LILITH), przedstawionego w postaci tzw. kozła z Mendes (baphometa).
Przejście z jednej formy pentagramu w drugą można uzyskać poprzez jego obrót o 33 stopnie, zaś liczba 33 ma podstawowe znaczenie w symbolice masońskiej, m.in. wiąże się ona z ilością stopni wtajemniczenia w niektórych obrządkach masońskich. Pentagram wykorzystywany był i jest w symbolice masonerii okultystycznej, magii ceremonialnej i kabalistyce oraz jako symbol komunizmu - znak gwiazdy pięcioramiennej został przedłożony bolszewikom przez Leivę Trockiego-Bronsteina, członka loży masońskiej Wielki Wschód, który zdawał sobie sprawę z jej ezoterycznego sensu.

Jakie są obiektywne zagrożenia ze strony subkultury rockowej?
Nie można w tym przypadku mówić tylko o muzyce - to jest kłamstwo i eufemizm, które trzeba koniecznie zdemaskować!
Klimat śmierci, gloryfikacja zbrodni, afirmacja potępionych, doświadczenie infernalne (świadczą o tym same niezliczone tytuły utworów oraz same teksty - zakrawające na obsesje i wewnętrzny przymus). Wszystkie te nastroje i treści z trudem ukrywają powiązania genetyczne (duchowe, inicjacyjne, intelektualne, personalne - wymiana muzyków - jak w okultyzmie) różnych rodzajów rocka. Kumulowane są w sposób horrendalnie przewrotny lub beznadziejnie głupi wszystkie możliwe symbole czy obrazy ZŁA (na jednej z okładek widziałem nawet fotografię Rasputina). To nie może nie być niebezpieczne. Kto temu zaprzecza, kłamie w żywe oczy albo jest kompletnym ignorantem, przyjmując z góry "naturalność" zła, czyli inaczej nieobecność "powagi zła" lub banalizację zła. Słowo jest związane z duchem, nie można rzucać go na wiatr. Z każdego (zwłaszcza "takiego") słowa zdamy rachunek w dzień Sądu. Przy czym nie chodzi tylko o kult śmierci, ale perwersyjnego zabijania i brutalnej agresji i przemocy (według Bergera już to jest satanizmem) i nie ma nic wspólnego z orędziem pokoju i braterstwa głoszonym oficjalnie przez Owsiaka. Jest to także kult samobójstwa (wielu muzyków rocka kończy w ten sposób, nie mówiąc o alkoholizmie i narkomanii). Jak zauważa bowiem K. Berger, "pod względem treści teksty te nie są nieszkodliwe, ponieważ co najmniej werbalnie gloryfikują nienawiść, rozlew krwi i gwałt. Właśnie te elementy trafnie opisują tradycyjnego diabła" (dz. cyt., s. 238). Można więc już i na tym poziomie - choćby czysto semantycznym - mówić o satanizmie.
Bluźnierstwo jest obiektywnie złym i realnie niebezpiecznym aktem profanacji. Bluźnierstwo to coś więcej niż obraza "uczuć religijnych" (ta prymitywna subiektywizacja duchowych zbrodni jest owocem tendencyjnej ideologii oświecenia). Bluźnierstwa słowne [1], dotyczące Boga i Pana Naszego Jezusa Chrystusa (tak między nami - fanatycy Ciemności zostawcie Chrystusa Pana w spokoju i nie wciągajcie innych ludzi w to infernalne bagno - sami pijcie swoją truciznę) plus profaniczne ewokacje szatana [2] (na jego obecność otwiera już sam kult szatana jako grzech idolatrii czy demonolatrii - KKK 2115) mogą otwierać na opętanie diabelskie, czego świadkami są egzorcyści z całego świata. "Kto nazywa diabła po imieniu, kto używa jego znaków, a zwłaszcza przeklina Jezusa lub Boga Ojca, kto uprawia magiczne praktyki (szczególnie z zastosowaniem krwi), ten w fatalny sposób zadaje się z szatanem, "wywołuje" go z wszystkimi towarzyszącymi temu konsekwencjami" (K. Berger, dz. cyt., s. 238-239). To prowadzi często do opętania lub innych zniewoleń demonicznych, czego sam byłem naocznym świadkiem.
Znaki okultystyczno-satanistyczne mające charakter perwersyjnej inwersji, ale też kontrinicjacji (obecne na okładkach i koszulkach, amuletach i talizmanach noszonych na ciele, czasem jako tatuaże). Również "backwards masking", rytualne czytanie tekstów od tyłu - praktykowane od pradawnych czasów, stanowi element składowy satanizmu (K. Berger, dz. cyt., s. 237). W czasie koncertów pokazywane są palcami satanistyczne rogi (są to też mudry, czyli rytualne postawy dłoni bożków hinduskich, a także jeden z tajnych znaków wolnomularstwa). Są to gesty rytualne, oznaczające otwarcie (przyzwolenie) na świat duchowy. Mają one charakter symbolu realistycznego (wbrew redukcjonistycznym ocenom empirycznej i powierzchownej psychologii). Pieczętują one wybór Zła, trwanie w grzechu, niewolę szatańską ze wszystkimi tego tragicznymi, duchowymi i psychofizycznymi następstwami.
Dysonanse i hałas, co jest "herezją" w sferze samej muzyki (brak harmonii i ciszy musi niszczyć życie duchowe), oraz efekty świetlne rozprzęgające świadomość i osłabiające rozum i wolę, anihilujące osobowość (podobnie jest z muzyką techno, też posiadającą elementy neopogaństwa i satanizmu) ułatwiają mediumiczny typ otwarcia przygotowany przez osłabioną lub źle ukierunkowaną moralnie wolę, czyli sferę duchowo-moralną.
Narkotyki, alkohol, nikotyna, wolny seks ułatwiają otwarcie na inicjację i zdemonizowanie także dlatego, że same w sobie są często poważnym grzechem. Tym bardziej że - jak mówią bezpośredni świadkowie - alkohol na ostatnim Woodstock lał się strumieniami.
Zbiorowe szaleństwo zabijające indywidualne sumienie ("wszyscy tak robią", zbiorowy rytuał, psychologia tłumu, socjologia masy), gdzie "niewiniątka" czują się ponadto rozgrzeszone, ale jednocześnie łatwo oskarżają cały świat, nie wykluczając Pana Boga - dopełnia reszty...

Zamiast zakończenia
Wszystkie te elementy razem wzięte muszą niepokoić. Problem satanizmu jest wtedy ważny, gdy uznaje się realne i osobowe istnienie szatana oraz obiektywne istnienie "powagi zła" (grzechu). Szatan jest kłamcą i zabójcą od początku (por. J 8, 44). Tę ważną informację - którą arogancko ignorują propagatorzy satanizmu w muzyce oraz ci, co ich publicznie i instytucjonalnie popierają także na Woodstock, ale i w wielu innych miejscach - otrzymaliśmy od samego Jezusa Chrystusa (bluźnierczo i bezwstydnie poniewieranego w tekstach wielu zespołów rockowych). Drogi nam Jan Paweł II komentuje to w ten sposób: "Odrzucając znaną prawdę o Bogu, aktem swojej wolnej woli, szatan staje się "kłamcą" kosmicznym i "ojcem kłamstwa". Dlatego żyje w radykalnej i nieodwracalnej negacji Boga i stara się narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz Boży, a w szczególności ludziom, swoje tragiczne "kłamstwo o Dobru", którym jest Bóg" (Jan Paweł II, Katecheza, 13 sierpnia 1986 r.). Dalej Papież wyjaśnia problem bycia przez szatana "zabójcą" - temat tak bardzo gloryfikowany w treściach omawianej muzyki rocka - demaskując prawdziwe korzenie tej fałszywej i niebezpiecznej fascynacji. "W tej sytuacji kłamstwa egzystencjalnego - kontynuuje Jan Paweł II - szatan staje się - według św. Jana - także 'zabójcą', to znaczy niszczycielem życia nadprzyrodzonego (podkr. AP), jakie Bóg od początku wszczepił w niego i w stworzenia stworzone na 'obraz Boży': inne duchy czyste i ludzi. Szatan chce zniszczyć życie według prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości" (tamże).
Już św. Ambroży twierdził, że demon jest prawdziwym nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego, ponieważ nie znosi, aby człowiek był napełniony dobrami, które utracił. W przestrzeni wolności, jaka istnieje między Bogiem i człowiekiem, sytuuje się zatem działanie demona, upadłego anioła, stworzenia, które chciało adorować siebie, zamiast swego Stwórcy. Stwierdzenie obecności trzech podmiotów: Boga, człowieka i szatana w ich wzajemnych relacjach pozwala nam wykluczyć zarówno "boski" początek zła (co spotyka się także w radykalnie propagowanym na Woodstocku hinduizmie, o czym jeszcze napiszę), jak również uznać pełną wolność człowieka, który może zgodzić się na propozycję diabelską lub ją odrzucić (G. Biffi).
Taki egzystencjalny wybór decyduje o zbawieniu wiecznym. Należy więc pomóc młodzieży we właściwej decyzji, tej młodzieży, która jest zasadniczo dobra i szlachetna, ale bardzo zagubiona. Nie możemy więc milczeć i ignorować wpływu tego, który z definicji ewangelicznej jest "kusicielem" (1 Tes 3, 5). Niemówienie gorzkiej i trudnej czasem prawdy nie jest dowodem miłości i poszukiwania dobra człowieka, o których mówi się tak wiele na Woodstocku. Przyjaciele ranią się prawdą, aby nie zabijać się kłamstwami. Zwłaszcza że chodzi o to, by uniknąć silnie zniewalających wpływów i pokus tego, którego sam Jezus Chrystus nazwał "kłamcą i ojcem kłamstwa" (J, 8, 44).


NIEBEZPIECZNE INICJACJE (2)

Pomiędzy antykulturą rocka a kontrkulturą powierzchownego hinduizmu, czyli refleksje po festiwalu Woodstock 2008


Na Przystanku Woodstock widzimy od lat uporczywą propagandę hinduizmu. Chodzi przede wszystkim o obecność wyznawców Kryszny, reprezentowanych w Polsce głównie przez byłych katolików, którzy dokonali aktu apostazji (religijnej i duchowej zdrady) w stosunku do własnej inicjacji chrzcielnej i w stosunku do chrześcijaństwa w ogóle. Według Thomasa Gandowa, niemieckiego badacza sekt, współpracującego od lat z niemieckim rządem i parlamentem, wyznawcy Kryszny angażują nas w jakiś "akt duchowej zdrady", nie informując, że żywność, którą częstują ludzi, przygotowana jest na rzecz boga Kryszny, co jest zgodne z ideologią ruchu.

Krysznaici wymyślili pseudoreligijne określenia w rodzaju "boskiego oszustwa" czy "transcendentalnego podstępu" dla usprawiedliwienia swoich nie do końca uczciwych praktyk, gdzie jedną z nich jest poczęstunek rytualny wegetariańską potrawą, mającą być propagowaniem kultury wedyjskiej, a będącą jednocześnie pokarmem poświęconym Krysznie, a więc mającym charakter kultyczny czy inicjacyjny. Oficjalnie mówi się o podawaniu żywności wegetariańskiej czy kulturowym akcie prezentowania kuchni indyjskiej. Tymczasem konstytucja niemiecka stwierdza wyraźnie: "Nikogo nie wolno zmuszać do udziału w rytuale religijnym bez poinformowania go o tym i jego zgody". A jak jest u nas pod tym względem? Otóż byle jak.

Ukryte związki ideologii Woodstock z hinduizmem
Woodstock 2008 odbywał się pod znakiem intensywnej prezentacji kultury indyjskiej. Były wykłady z medycyny indyjskiej czy ayurwedy i wykłady na temat hatha jogi (był też zespół muzyczny propagujący hinduską kulturę i religię). To są systemy praktyczne, ale wcale nie neutralne, gdyż uwikłane w tradycję inicjacyjną hinduizmu oraz stojącą za tym kultem całościową wizję świata. Skąd to się wzięło?
Otóż od samego początku. Legendarny Woodstock 1969 zaczął się o 17.07 w piątek, 15 sierpnia, na farmie M. Yasgura w Bethel koło Nowego Jorku. Pomysł jego nazwy pochodzi od miejsca "Woodstock", w którym mieszkał Bob Dylan. Impreza oficjalnie powstała dzięki pomysłowi kilku młodych miłośników muzyki, byli to John Roberts, Artie Kornfeld, Michael Lang oraz Joel Rosenman. Odbyła się nagle (nie wiadomo właściwie, przez kogo zorganizowana i sponsorowana), wzięły w niej udział najwybitniejsze osobowości artystyczne i najlepsze zespoły rocka tamtego okresu, grając bezpłatnie dla 300-450 tys. widzów. Organizacyjnie Woodstock poprzedzają zjazdy hippisowskie na zachodnim brzegu USA (akcje - "The Summer of Love"). Wydarzenia związane z festiwalem dokumentuje m.in. film "Woodstock" M. Wadleigha (1970) oraz dwa albumy płytowe: "Woodstock" i "Woodstock II". Wtedy jeszcze rock nie był tak mocno i powszechnie "zsatanizowany" jak teraz. Nastąpiła wyraźnie negatywna przemiana w otwartym wyrażaniu "metafizycznego buntu" (używając precyzyjnego określenia Alberta Camusa, który mówił o buncie przeciwko Bogu i Jego stworzeniu) i nihilistycznej destrukcji. Widać to w ewolucji "pacyfki" hipisów do - tej samej - "pacyfki" satanistów. Rzeczywiście, wcześniej bardziej chodziło o idee pokoju i doświadczanie "odmiennych stanów świadomości", co służyło swoistej ucieczce z tego niesprawiedliwego świata (pseudomistyczny eskapizm). Kontrkultura hipisów poprzedziła, ale też zainspirowała zarówno Woodstock, jak i związany z nim New Age, gdzie pseudohinduistyczne, nihilistyczne "medytacje" zostały ściśle połączone z zażywaniem narkotyków. Woodstock stał się wydarzeniem przełomowym nie tylko dla muzyki rockowej, ale i dla obyczajowości i kultury. Nawiązywały do niego wszelkie późniejsze zbiorowe manifestacje w opracowaniach, nazywane - "w duchu Woodstock" - "Spirit of Woodstock". Są to imprezy mające związek z muzyką rokową, ale nie tylko. Bardziej niż rodzaj muzyki wspólny jest im pomysł spędu młodzieży, która przez kilka dni żyje poza wszelką normą społeczną, a nawet świadomie i buntowniczo przekracza te normy (społeczeństwo - a więc również jego chrześcijańskie stereotypy - jako biorące udział w wojnach, rzekomo zostało skompromitowane i stało się przez to jakby godne potępienia). Szkodliwym stereotypom - także chrześcijańskim - przeciwstawione zostają - peace, flower, freedom, happiness (niemal dosłownie przetłumaczone przez Jerzego Owsiaka jako "miłość, przyjaźń, muzyka"). Pojawia się hasło "Stop przemocy, stop narkotykom". Jednak jest to wysoce niekonsekwentne, gdyż ideologia rocka głosi bezgraniczną i perwersyjną przemoc (aż do Bogobójstwa włącznie), a narkotyki są jakby nieodłączne od genezy i natury "Spirit of Woodstock", a także - od powiązanych z nim genetycznie - ducha i praktyk New Age, który także aktualnie głoszony jest na Woodstock, właśnie za sprawą uproszczonego i powierzchownego hinduizmu, choć nie tylko.
Festiwal Woodstock wymieniony został w watykańskim dokumencie o New Age z 2003 r., który wyraźnie zdefiniował antychrześcijański charakter tego ruchu. Wymieniana w tym dokumencie "emblematyczna piosenka o wodniku" ("Wiek Wodnika" to właśnie New Age) została zaimprowizowana w pierwotnej wersji po raz pierwszy przez piosenkarkę Joni Mitchell jako wariant piosenki "Naked Eye" - "Nagie Oko", właśnie na festiwalu Woodstock na wyspie Wight. Dopiero potem motyw ten pojawił się w musicalu "Hair", kultowym dla ruchu New Age, gdzie pacyfistyczna ideologia łączy się z wolną miłością i poszukiwaniem "odmiennych stanów świadomości" (zwykle z pomocą narkotyków). Nie jest więc łatwo oddzielić narkotyki od tych ideologii; ani od rocka, ani od pseudohinduizmu typu New Age, gdyż obydwie poszukują intensywnych, "odmiennych stanów świadomości" - i to za wszelką cenę, a nawet ponad wszystko (nie pomogą tu eufemistyczne hasła Owsiaka). Takie oddzielenie nie jest chyba nawet możliwe. Używanie narkotyków należy bowiem do samej istoty tych obydwu nihilistycznych - i jakby dopełniających się - ideologii oraz wynikających z nich niebezpiecznych praktyk. Problem niebezpieczeństwa nie jest tu gołosłowny. Można go zbadać i zmierzyć. Obydwie ideologie - zawsze razem obecne na Woodstock - łączy nie tylko antykatolicyzm, ale przede wszystkim jawne, apostatyczne antychrześcijaństwo, gdzie zarzuty wobec Radia Maryja są tylko nieudolnym kamuflażem bardziej podstawowych i fundamentalnych rozbieżności. Istnieją jeszcze inne podobieństwa, także niebezpieczne.

Co łączy muzykę rockową z powierzchownym hinduizmem?
Lucyferyczna wolność propagowana przez ideologię rocka - szczególnie przez zespoły o wprost satanistycznym przesłaniu - ma przede wszystkim charakter negatywny (wolność "od"). Jest wyzwoleniem świadomości od krępujących ją dogmatów i schematów, odrzuceniem jakiejkolwiek konieczności, wszelkich przymusów, ale też wszelkich obowiązków. Wolność przybiera postać "buntu metafizycznego", czyli buntu wobec Stwórcy i jego dzieła - świata stworzonego, rzeczywistości. Ten "bunt metafizyczny" nie sprowadza się jednak często jedynie do samej negacji, jest on pełen swoiście twórczej energii. Jaka jest jednak natura tych "pobudzeń energetycznych", które tak często i naiwnie fascynują młodych ludzi, niepytających o przyczynę rozmaitych zjawisk (oduczyła ich tego powierzchowna, postoświeceniowa edukacja)?
Według ustaleń teologiczno-demonologicznych, demony są także pełne energii, zaś osoby, które przyjęły demoniczne inicjacje, czują się bardzo pobudzone energetycznie. W ideologiach okultystyczno-satanistycznych ich autorzy (tacy jak np. A. Crowley), aby móc bardziej teoretycznie ująć podobne doświadczenia, odwołują do teorii hinduistycznych dotyczących np. energii kundalini, tantryzmu czy innych teorii jogi. W hinduizmie wolność też polega na ucieczce z tego świata, której ukrytą podstawą jest "negatio creationis", czyli również "bunt metafizyczny", czyli - subtelne tym razem, ale podobne jak w ideologii rocka - odrzucenie Stwórcy i stworzonego przez Niego świata. Dlatego pomiędzy satanizmem a hinduizmem (zwłaszcza uproszczonym) istnieje wyraźna korespondencja, czego nie można powiedzieć o chrześcijaństwie (powtórzę, że nie chodzi tylko o katolicyzm, a tym bardziej tylko o Radio Maryja). Można w tym kontekście mówić o "inicjacji lucyferycznej" (Lucyfer jest "ojcem" buntu "metafizycznego" przeciwko Bogu i Jego stworzeniu). Celem "inicjacji lucyferycznej" jest absolutna wolność, która możliwa jest do osiągnięcia wtedy, gdy człowiek przekroczy swą ludzką naturę i stanie się bogiem. Uwolnienie się od ograniczeń narzucanych przez świat materialny oraz krępujących jaźń dogmatów otwiera przed nami nieograniczoną możliwość tworzenia, a nawet jakoby stwarzania, np. Dobra i Zła. "Inicjacja lucyferyczna" bliska jest magicznej tradycji Ścieżki Lewej Ręki. Nieprzypadkowo więc "inicjacja lucyferyczna" (pojęcie przejęte z teozofii H. Bławatskiej) jest istotną cechą także gnostycko-magicznego ruchu New Age, co demaskuje dokument teologiczny Episkopatu irlandzkiego na temat New Age z 1994 roku. Także w tej ideologii pojawia się gnostycka antropologia człowieka-boga, rzekomo z natury, co zresztą jest także cechą nie tylko gnozy, ale i hinduizmu, pod którego wpływem pozostaje ruch New Age. Ta antropologia jest też bliska ideologii rocka. Według hinduizmu, żyjemy obecnie w ostatniej fazie cyklu rozwojowego tzw. Kali Yugi (pogląd ten propagują również wyznawcy Kryszny), czyli w okresie upadku, pomieszania i chaosu. Ilustracją tego jest język współczesności. W poprzednich cyklach pod koniec pojawiał się bohater, który naprawiał sytuację. Kali Yuga zamyka cały wielki cykl, dlatego po niej taki bohater już nie przyjdzie. Kali Yuga nie jest rozpatrywana jako zło absolutne, jako tragedia. Zmiana cykli - to nie więcej niż kosmiczna gra, poniekąd poważna i straszliwa, ale pozbawiona metafizycznej powagi. Jeśli bowiem wszystko jest wszystkim, to w sposób konieczny zło służy dobru, dobro zaś automatycznie prowokuje zło. Ayurweda - propagowana na ostatnim Woodstocku - to holistyczny system medycyny (bardzo popularny w New Age), właściwy dla Indii i szeroko tu praktykowany, który zawiera w sobie naukę, religię i filozofię. Starożytni riszi, istoty świadome lub prorocy, uzyskali tę wiedzę przez praktykę i wskazania religijne (oświecenia) i zapisali ją w wedach - świętych księgach. Riszi dostrzegali w relacji człowieka i wszechświata, jak kosmiczna energia przejawia się we wszystkich istotach żyjących i nieżyjących. W ideologii Ayurwedy uważa się, że źródłem wszelkiego istnienia jest kosmiczna świadomość, przybierająca postać energii męskiej i żeńskiej - Sziwa i Szakti. Odpowiada to doskonale ideologii holistycznej New Age, która nie uznaje różnicy pomiędzy dobrem i złem (liczy się tylko poszukiwanie Mocy Energii, poza wszelką etyką i ascezą). Świadomość hinduska - to swoiście pojęta świadomość sakralna, niezdolna pomyśleć o czymś całkowicie negatywnym. To, co pozytywne, też jest dla hindusów czymś specyficznym. Najwyższym dobrem jest bowiem beznamiętna kontemplacja atmana przez ascetę. Natomiast dla ascetów, którzy czczą Sziwę, dobrem może być np. życie na cmentarzu, okradanie ludzi, rozpusta - wszystko to bowiem jest elementem "drogi Sziwy" i jest uważane za pozytywną realizację duchową. Historia z "Mahabharata" jest dobrą ilustracją jednej z podstawowych charakterystyk tego, co sakralne. W świecie nie ma niczego, co by nie było w jakimś stopniu sakralne. Zło jest rzeczą tak samo sakralną jak dobro, a występek - jak świętość. Kryszna może bezkarnie zabijać. Oznacza to niebezpieczną sakralizację zła. Jednocześnie zarówno dobro, jak i zło zostały w ten sposób zneutralizowane i zbagatelizowane.
Satanizm i rock afirmują zło, hinduizm eliminuje powagę dobra i zła przez to, że uważa, iż zło jest częścią dobra, w holistycznej całości. To pasuje komplementarnie do siebie. Zarówno rock, jak i hinduizm ostatecznie sakralizują zło, jak to się zdarza w pogaństwie. Stąd rock afirmuje każde pogaństwo, a nienawidzi chrześcijaństwa. Na drodze staje nie katolicyzm, ale chrześcijaństwo z jego absolutnymi normami moralnymi i transcendencją. Hinduizm obciążony jest jeszcze innymi poważnymi błędami. Chodzi nie tylko o wspomniany holistyczny monizm, ale też o bardzo zwodniczy błąd teorii reinkarnacji, która sprzeciwia się radykalnie orędziu o zmartwychwstaniu. W przypadku pseudohinduizmu jest jeszcze gorzej. Szukanie "odmiennych stanów świadomości" i złudnego błogostanu za wszelką cenę to właśnie pseudohinduizm. Abstrahując radykalnie od wszelkiej etyki i ascetyki, jak to widzimy w New Age - łatwo sprzymierza się z każdym satanizmem. Wszystkie te systemy osłabiają na poziomie konceptualnym znaczenie duchowo-egzystencjalnego wyboru pomiędzy obiektywnym Dobrem a Złem, Bogiem a Szatanem, skłaniając raczej do niewybierania, co może być ukrytym rodzajem wyboru zła, które nie zostało radykalnie odrzucone, bo nie zostało też wcześniej właściwie rozpoznane i nazwane po imieniu. Człowiek musi jednak wybrać Prawdę, Dobro i Boga, jeśli chce być zbawiony. Jest to sprawa życia i śmierci".
Ks. Aleksander Posacki SJ

Brak głosów