Dola eksperta

Obrazek użytkownika Free Your Mind

<p></p><p></p><p></p><p></p> <p align="JUSTIFY">Jednym z największych, jeśli nie największym (na tle dość skromnej ilości sukcesów w ogóle) wyczynem „komisji Millera”, było odkrycie związku przyczynowo-skutkowego między kilkoma kadrami nakręconymi we mgle z parapetu przylotniskowego smoleńskiego hotelu a zdjęciami zarejestrowanymi na Okęciu przez przemysłową kamerę (http://www.youtube.com/watch?v=zNovVddyraY). Specjaliści z tejże komisji uznali, że to, co jest pokazane na fragmencie mgielnego sitcomu S. Wiśniewskiego, pozwala następnie ustalić to, co działo się na warszawskim aerodromie. W ten sposób więc, nie tyle może drogą dedukcji, co tzw. redukcji, tj. takiego wnioskowania, w którym z tego, co późniejsze dochodzi się do tego, co zaszło wcześniej (albo też ze skutków wyciąga się wniosek, co do przyczyn) „komisja Millera” ustaliła, iż czas pierwszego podejścia do lądowania iła-76 pozwala określić czas startu „prezydenckiego” tupolewa z Warszawy – i na swej słynnej prezentacji, którą swym udziałem i szacowny min. Miller, bez wątpienia wybitna postać polskiej powojennej polityki, zaszczycił, sporo uwagi poświęcili konkluzjom, jakie z mgielnego sitcomu dają się wyprowadzić. </p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">Gdybyśmy jednak nieco bliżej przyjrzeli się całej tej sprawie i gdybyśmy byli wredni, jak tylko blogerzy wredni być potrafią, to nasunęłyby się przeróżne wątpliwości. Pierwsza oczywiście tego typu: <b>dlaczegóż to trzeba było poprzez zapis ze smoleńskiego hotelu ustalać to, co faktycznie zapisała bidna przemysłowa kamera na Okęciu</b>? Nie było jakichś krótszych dróg dotarcia do tej prostej prawdy? Czy szef MSWiA albo choćby któryś z ekspertów z jego ważnej komisji nie mógł się pofatygować na warszawskie lotnisko (lub chociaż zatelefonować/zafaksować), by dowiedzieć się, o której dokładnie wystartował polski samolot z prezydencką delegacją (czy szerzej, o której odbywały się wyloty na uroczystości katyńskie i jaki był rozkład delegacji)? Czy też... na Okęciu takiej drobnostki... nie wiedziano? No ale jak można było nie wiedzieć? Rozumiem, że monitoring szlag trafił, bo takie rzeczy w przypadku działań przestępczych to coś normalnego, jak widzimy zresztą po neo-ZSSR, gdzie nie tylko w wieży szympansów zaszło nieszczęsne zwarcie w kamerze wideo akurat 10 Kwietnia, ale i w pobliskim warsztacie samochodowym twardy dysk z tym co kamery „widziały na pobojowisku” diabli w czekistowskich kurtkach zabrali – no ale chyba jeszcze jakaś dokumentacja dotycząca porannych wylotów z 10 Kwietnia na Okęciu się zachowała, jacyś ludzie chyba odprawiali tamte samoloty, jakieś kwity po sobie chyba zostawili, nie? Czy też wszystko zapisywał jakiś stróż nocny ołówkiem do kratkowanego 16-kartkowego zeszytu, który to zeszyt zjadł mu z głodu pies? Na gębę tamte wyloty były? Jeśli nawet, to na <b>czyją</b> dokładnie? Nie można było w tej sprawie zasięgnąć opinii np. u ówczesnego szefa 36 splt płk. R. Raczyńskiego? Czy też on też nie wiedział, co się na Okęciu działo?</p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">A działo się przecież mnóstwo ciekawych rzeczy. Dajmy na to dziennikarzy przekonanych, że lecą z Prezydentem „przesadzono” (piszę w cudzysłowie, bo nie zdążyli wejść na pokład) najpierw z tupolewa do jaka, a następnie z tego jaka (co mu silnik nie chciał się uruchomić) do innego jaka. Na pewno więc jest jakiś dokument dotyczący tego przesadzania. Czy jeszcze kogoś gdzieś przesadzano, tego akurat nie wiemy, choć z fragmentarycznych zapisów rozmów w Centrum Operacji Powietrznych dowiedzieliśmy się, iż „<b>wcześniej było planowane, że dowódcy będą lecieć jakiem</b>”. Tak miał twierdzić ówczesny dowódca COP gen. Z. Galec o godz. 9.01 w rozmowie z J. Zalewskim oficerem operacyjnym COP (http://freeyourmind.salon24.pl/294090,czas-na-nowa-narracje). Czy komisja Millera rozmawiała z Galcem na temat tego, skąd miał informację o tym, co wcześniej planowano, co do lotu generalicji towarzyszącej Prezydentowi? </p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">Możemy jedynie się domyślać, iż nie miał jej na pewno od złotoustego J. Sasina, który zapewniał solennie, że nigdy w trakcie przygotowań do uroczystości nie było w planach wygospodarowanie osobnego samolotu dla dowódców (co jeśliby się potwierdziło, nakazywałoby postawić konkretne zarzuty zaniedbań konkretnym osobom). B. Klich z kolei, jak wiemy, „zakładał”, co do udziału dowódców w delegacji prezydenckiej, że „<b>część poleci Tu-154, część jakami, część pojedzie pociągiem</b>” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/07/zzzz-pole-droga-lub-aka.html). Skądinąd jednak wiemy, że generałowie nie pojechali pociągiem, jak więc w ostateczności wyglądało ich rozdzielanie na Okęciu, skoro już w 2004 r. w naszym kraju zgodnie ustalono, że „<b>na pokładzie tego samego statku powietrznego nie powinno przebywać więcej niż połowa</b> członków: Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Kolegium Służb Specjalnych, <b>strategicznych dowódców wojskowych</b> oraz komendantów i szefów służb i straży ochronnych” (http://orka2.sejm.gov.pl/IZ5.nsf/main/15E8EF6E)? </p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">Gdyby się okazało (choć osobiście podejrzewam, że tak właśnie NIE było i na tym polega podstawowy problem ze „Smoleńskiem”), że rzeczywiście na Okęciu ulokowano wszystkich dowódców w jednym samolocie wraz z Prezydentem i innymi wysokimi urzędnikami państwowymi, to należałoby ustalić, z czyjego polecenia do tego doszło i czyj podpis pod taką decyzją figuruje, a następnie skierować przeciwko tymże osobom (odpowiedzialnym za tak karygodną decyzję) zarzuty nie tylko złamania prawa i działania na szkodę interesu państwa, ale przede wszystkim świadomego narażenia życia członków delegacji prezydenckiej. No chyba że znowu (vide stróż i pies, o których wspomniałem wyżej) żadnej bumagi na to nie sposób znaleźć, czyli „nie ma winnych, są tylko zadziwieni”, a wszystko wydarzyło się „na gębę” i to nie wiadomo „jaką”.</p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">Wróćmy jednak do słynnej prezentacji i korelacji między mgielnym sitcomem a zapisem z przemysłowej kamery na Okęciu. Jak znam życie w neopeerelu, szacowna „komisja Millera” nie poddała kryminalistycznej analizie materiału z hotelowej kamery i przyjęła za pewnik to, iż pokazuje ona zdarzenia z 10-go Kwietnia, z takiej a takiej godziny. „Parametry czasowe” zaś zostały przez moonwalkera Wiśniewskiego wprowadzone dopiero ileś tam (dokładnie nie wiemy, ile) dni PO filmowaniu. Skąd więc możemy mieć pewność, że zostały one wprowadzone prawidłowo? Rzecz jasna, nie mamy jakichś poważnych powodów, by wątpić w rzetelność, uczciwość i profesjonalizm polskiego montażysty, choć każdy, kto prześledził jego „posmoleńskie” wywiady oraz relacje może dostrzec wieloraką rozbieżność w poszczególnych wersjach zdarzeń, a nawet skłonność do konfabulacji. Nie musi to rzutować na parametry czasowe materiału, ale chyba pewna doza ostrożności by nie zawadziła i być może warto byłoby najpierw jakiś audiowizualny (dowodowy) materiał dokładnie przeanalizować w laboratorium fonoskopii, a dopiero potem powoływać się nań jako na materiał istotny w całym śledztwie. Gdyby to laboratorium wydało werdykt, iż sitcom z hotelu pochodzi z tej a tej pory takiego a takiego dnia, to sprawa byłaby o wiele prostsza – jeśli jednak takiej ekspertyzy dotąd nie ma?</p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">Jakimż to bowiem sposobem Wiśniewski tak precyzyjnie ustalił czas pierwszego przylotu iła-76, że „idealnie” zgadza się on ze... stenogramami z wieży ruskich szympansów, które ujrzały światło dzienne niedługo po niesławnej konferencji neosowieckich ekspertów z „MAK”, a których to szympansich dialogów zapisy miały zostać „chałupniczą metodą” nagrane, jak wyznał Miller, między 17 a 20 kwietnia 2010 (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,106884,8965368,Min__Miller_publikuje_rozmowy_kontrolerow_ze_Smolenska.html)? Zresztą, czy na pewno się ten czas <b>zgadza</b>, skoro na filmie moonwalkera jest godz. siódma, a w ruskich stenogramach dziewiąta? Możemy się domyślić, iż polski montażysta, chcąc ułatwić pracę komisji, a może i prokuraturze, i wychodząc naprzeciw potrzebom badawczym ekspertów, od razu powprowadzał „warszawski czas” do swoich materiałów (także do materiału z księżycowej wędrówki). Ale przecież<b> zdarzenia rejestrowane przez moonwalkera zachodzą na ruskiej ziemi i w ruskiej strefie czasowej –</b> konsekwentnie więc powinny mieć „ruskie parametry czasowe”, a nie żadne polskie. Jak bowiem doskonale wszyscy wiemy, właśnie precyzyjne określenia czasu poszczególnych zdarzeń sprawiały Ruskom wiele kłopotu, co widać było choćby po „godzinie katastrofy”. Byłoby więc istotne to, czy sfilmowany przylot iła-76 (abstrahuję już od tego, jak iła „widać” w kadrach Wiśniewskiego) jest o 9.25 ruskiego czasu, czy np. o 8.25 (tak jak istotne jest to, z którego dnia w ogóle pochodzi mgielny sitcom).</p> <p align="JUSTIFY"></p> <p align="JUSTIFY">Wspominałem na początku o przedziwnej korelacji między właśnie pojawieniem się iła a startem tupolewa. Dziwność polega na tym, że o wiele prościej byłoby doszukiwać się korelacji między... przylotem jaka-40 na Siewiernyj a startem tupolewa, naturalnie przy założeniu, że wiemy w jakiej odległości czasowej startował z Okęcia pierwszy, a w jakiej drugi. Wiśniewski, pytany w sejmie przez Zespół o to, czy nagrał przylot jaka-40, twierdzi zrazu, że tak, ale po namyśle dodaje, że musiałby sprawdzić. Nie wiemy, czy sprawdził, ale chyba komisja Millera sprawdziła, a skoro na zdarzenie z jakiem-40 się nie powołała, to pojawia się kolejny znak zapytania. Lądowanie jaka z dziennikarzami miało wszak być, przypomnę, o 9.15 rus. czasu, a więc dosłownie kilka minut przed pierwszym pojawieniem się iła. Jeśliby dźwięków i zarysu nadlatującego jaka-40 nie było na mgielnym sitcomie, to by znaczyło, że albo jak-40 wcale nie lądował od wschodniej strony, albo nie o tej godzinie, o której się oficjalnie podaje, albo (jeśli faktycznie z tamtej strony podchodził do lądowania o tej a o tej godzinie)... mgielny sitcom nie pochodzi z tych godzin „pol. czasu”, które przypisał mu Wiśniewski, a wtedy cały wywód ekspertów z „komisji Millera” nie byłby wart funta kłaków. </p>

Brak głosów

Komentarze

Znam położenie lotniska Wojskowego , z którego startował? TU-154 oraz położenie cywilnego Lotniska na Okęciu.
To co różni te lotniska to to ,że na tzw. wojskowe lotnisko , jest inny wjazd z bramą i wartą wojskową , zas w odległości ok 300 m znajdują się budynki cywilnego Portu Lotniczego .
Oba lotniska lączą wspólne pasy do startu i lądowania .
Ponieważ od kilku lat na lotnisku Chopina , jest bardzo duży ruch , od wczesnych godzin rannych (4-5 rano ) do póżnych wieczornych a nawet nocnych , co kilka minut samoloty startuja i ląduja z całego świata. Nie jest wiec trudno moim zdaniem nieeksperta zauważyć ,że taki start Tu 154 musiał być również odnotowany, a powiem więcej, ujęty w grafiku lotów ze wspólnych pasów startowych lotniska , gdy w przeciwnym przypadku mogłoby dojść do kolizji.

Zatem godzin wylotu i jakich samolotów w dniu 10 kwietnia należy szukać na cywilnym lotnisku Chopina .Pracuje tam mnóstwo ludzi, a kamery lotniskowe pracuja bez przerwy w wielu miejscach.
Samo kołowanie i start powinno być widoczne na niejednym rejestratorze.
Dziwię sie ,że nikt do tej pory tego nie sprawdzał?

Vote up!
0
Vote down!
0
#169867

- jest absolutnie niewiarygodne aby podróż najważniejszej osoby w państwie wraz z osobami towarzyszącymi nie była w żaden sposób dokumentowana. To wykluczone. Fakt, że jednak niczego takiego nie ma jest jednoznaczny. Podobnie jak zaginięcie, potem odnalezienie, twardego dysku z Okęcia, który jakoby wymontował serwisant. Niestety, nie zdołał go naprawić, więc akurat dysk zawierający dane także z tego dnia "popsuł się" na amen. Tylko kwas siarkowy albo młot może tak uszkodzić dysk, że nie da się go odczytać.

Vote up!
0
Vote down!
0
#169899