PROCEDURY

Obrazek użytkownika jazgdyni
Idee

 

 

W licznych rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi, tymi autentycznie wspierającymi rozwój kraju i dążenie do wzrostu siły państwa i dobrobytu Polaków, często pojawia się wyraźna nuta rozgoryczenia, a wielokrotnie nawet wściekłości. Mówią wprost: - Dlaczego kurcze w końcu nie ukarze się tych przestępców i złoczyńców?! Proste poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości tego wymaga. To jest dla wszystkich obywateli konieczne, po to chociażby, by wreszcie osiągnąć efekt spełnienia i satysfakcji. A tu nawet ewidentni, udokumentowani przestępcy nie wyrażają skruchy i śmieją się nam wszystkim prosto w twarz. To jest praworządność? To jest parodia!

A sprawa jest trywialna: oprócz kontekstów międzynarodowych i faktu, że właśnie teraz w Europie panuje kryptokomunistyczna neoliberalna lewica – wroga wobec polskiego rządu, decydującą rolę w tym ślimaczeniu władzy odgrywają wszechobecne PROCEDURY.

 

 

Kurczowe trzymanie się procedur, dopuszczenie, by to one były wyznacznikiem dobra i skuteczności, jest idiotyzmem, które stworzyło Bizancjum, a do czasów współczesnych przeniosły Prusy, kolejno zarażając swego następcę – Niemcy, a potem całą Europę.

Nawet ZSRR i jej dziecko Rosję. Do czego idiotyczne trzymanie się procedur może doprowadzić, pokazał w sposób przeraźliwy, właśnie nagrodzony serial "Czarnobyl". Momenty nas dzieliły od chwili, gdy potężna część Europy stałaby się martwą, radioaktywną pustynią bez ludzi i prawie całego życia na długie stulecia.

 

Gdy 11 września 2001 roku, osiemnaście lat temu, jak sparaliżowany gapiłem się w telewizor, gdzie na żywo relacjonowano atak terrorystów na USA, głównie na Nowy Jork, to przemknęła mi dosyć szybko, mimo dramatyzmu tej tragedii, niepokojąca myśl: - to już koniec wolności; teraz wszystko będzie się działo zgodnie z tym, co mędrcy wydumają i zapiszą na papierze.

Tak oto zapanowała Era Procedur.

 

I faktycznie. Niewiele czasu minęło, gdy w naszej morskiej pracy zostaliśmy wprost zarzuceni przeróżnymi procedurami, gdzie na tak zwanych check lists (listy kontrolne), punkt po punkcie wyszczególnione były, krok po kroku, kolejne czynności, które po wykonaniu należało poświadczyć podpisem, a potem kopię przesłać do biura, a orginał zachować w archiwum. Zostaliśmy zatopieni papierami, a każda procedura poprzez tę biurokrację wydłużyła się o 50%. Były więc listy na mostku na odcumowanie i rozpoczęcie podróży. A równolegle odpowiednie listy w maszynowni. Listy na każdą operację – wchodzenie do portu, załadunek, wyładunek, zatankowanie paliwa i olejów, zdanie śmieci i odpadów na ląd. Codzienne raporty spalania oleju napędowego, olejów smarnych i wody pitnej i sanitarnej. Nawet odczyty temperatur w chłodniach prowiantowych są teraz codziennie kontrolowane i odnotowane jako kolejny dokument. Dosłownie każda czynność ma swój papier.

 

A przez kilkaset lat w urzędach, sądach, arbitrażach wystarczyło jedno mądre zdanie – zgodne z dobrą praktyką morską.

 

Tak już jest wszędzie. Widzę to nawet w pracy ludzi w Biedronkach, czy Lidlach. Widzę to w ciężkiej pracy rolników i najmniejszych przedsiębiorców. Obowiązkowe procedury trafiły pod strzechy.

 

To co mnie najbardziej przerażało w II WŚ to doprowadzone do perfekcji przez hitlerowskie Niemcy stosowanie procedur.

Najbardziej przerażającym przykładem były struktury i organizacja obozu zagłady Auschwitz. To co zobaczyłem już jako dziecko, a co długo dręczyło mnie w koszmarach sennych, było zorganizowane, właśnie proceduralne, z niemiecką precyzją ludobójstwo. Tę zgrozę labiryntu urzędu chyba najlepiej przedstawił Franz Kafka w "Procesie". Pokazał absurd ulegania władzy procedur, co zamieniają świat w koszmar senny.

Jak widać wyraźnie dzisiaj, to podejście Niemiec do metod działania na wszystkich polach życia człowieka, niewiele odbiegło od nazistowskich czasów, mimo że gęby pełne są gadania o wolności i swobodzie.

"Nie będziecie przyjmować od nas uchodźców, to będziecie płacić karę, za każdego jednego 25 000 euro. I już". Oto typowe niemieckie załatwianie spraw. Obłęd.

 

W niewypowiedzianym, milczącym porozumieniu, stosy różnorakich procedur wprowadzano dla niewolników, a dziś robi się dla quasi-niewolników, za których arbitralnie uważa się ludzi niezbyt mądrych, którym wszystko trzeba dokładnie tłumaczyć i wyjaśniać, a najlepiej zapisać na kartce. Ponieważ jest równość i demokracja, to się społeczności nie segreguje, tylko już na wstępie zakłada się, że hipotetycznie wszyscy są głupcami i wszyscy potrzebują do życia Check listy na każdą czynność. To nie głupi żart, ale autentyczny fakt, że w armii amerykańskiej rekrutowi wręcza się mundur ze stosem kart, gdzie jedna z nich instruuje jak należy prawidłowo podcierać tyłek ( MILITARY CUSTODIAL SERVICES MANUAL TM 5-609 DEPARTMENTS OF THE ARMY AND THE NAVY NO. 1 WASHINGTON, DC, 17 October 1977).

Natomiast strasznie żenującymi dla mnie są praktyki stosowane nagminnie w korporacjach. I autentycznie współczuję tamtym pracownikom. Tam obowiązkowe trzymanie się procedur, daleko wykraczające poza obszar pracy, jest bezwzględnym pozbawieniem naturalnej wolności.

 

Czasami myślę, że ten mój kompulsywny sprzeciw wobec wszechogarniających procedur wiąże się z moim buntowniczym, anarchizującym charakterem.

Miałem z tym pod sam koniec pracy na morzu i w stoczniach, po sławetnym 9/11, duży problem. Bardzo się buntowałem na obowiązkowy ubiór roboczy. Czy to miało jakikolwiek sens, czy nie, w pracy na pokładzie, czy w maszynowni, zgodnie z instrukcją musiałeś nosić: buty robocze z metalowymi czubkami ( bo co, jak w mojej dziedzinie pracy, spadnie na stopę śrubokręt i zrani cię dotkliwie), kombinezon roboczy, certyfikowany kask ze słuchawkami ochronnymi, okulary ochronne i rękawice ochronne. Jak można grzebać w elektronice mając na dłoniach rękawice ochronne? Jak można pracować na czubku masztu, albo w zenzach, zadzierając głowę z kaskiem i słuchawkami?

Kim był ten człowiek, kto zatwierdził te idiotyzmy? Wiem, wiem – to dla mojego bezpieczeństwa. Ale jak to się ma do jakości i komfortu pracy? No cóż, taka jest procedura i koniec dyskusji.

Na statkach naukowo – badawczych, gdzie mamy na burcie od 50 do często 100 osób, był nawet facet, specjalny kontroler obserwujący przestrzegania procedur. Co więcej, a według mnie skandal, byliśmy zachęcani do donoszenia, gdy zauważyliśmy, że kolega łamie procedury. Wyobrażacie sobie jakie to tworzy pole dla wrogości, nieufności i osobistych wendet?

Ale może właśnie o to chodzi w tej epoce procedur?

Tak oto mamy procedury w kontrze do zdrowego rozsądku – słynnego angielskiego, czym tak się chełpią – common sense.

 

 

Jednakże świat procedur na każdą okazję ma również swoją bardzo brzydką stronę. Za procedurami mogą się ukryć szubrawcy i złoczyńcy.

Wobec dokonanego, ewidentnego przestępstwa mówią: - Proszę bardzo, ja przestrzegałem wszystkich procedur, więc nie uda się czegokolwiek do mnie przylepić.

W procesach sądowych częściej zamiast oczywistego przestępstwa, czy choćby przewinienia, rozważa się, czy procedury były przestrzegane i realizowane.

 

Tomasz Arabski, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w sprawie Tragedii Smoleńskiej został skazany na 10 miesięcy w zawieszeniu, nie za to, że był złośliwym wrogiem prezydenta Kaczyńskiego, co rusz rzucającym mu kłody pod nogi, co było ostentacyjnym, ciągłym działaniem Kancelarii, lecz tylko dlatego, że nie dopełnił procedur, które nakazywały mu wstrzymanie lotu do Smoleńska.

Gdyby był on sądzony przez w pełni uczciwy sąd, to za całokształt działań i swoją postawę wobec głowy państwa, dostałby wielokrotnie wyższy wyrok i to bez zawieszenia. Przecież między innymi przez niego zginęła potwornie prawie setka najważniejszych osób w państwie. To się w procesie sądowym, w imię sprawiedliwości nie liczy? Oczywiście, że nie – ważne są procedury.

 

Bardziej drastycznym przykładem chowania się za procedurami jest niedawna katastrofa warszawskiej oczyszczalni ścieków – potężna na skalę światową awaria.

Przekonany jestem, że w tym incydencie nikt nie zostanie skazany. Bo wszelkie procedury zostały zachowane. No, może jakiś biedny inżynier, słynny kozioł ofiarny, zostanie złapany na fakcie, że nie wypełnił jakiegoś papierka, coś przegapił, albo na coś, czego nie powinien robić, pozwolił. Natomiast autentyczni winowajcy, licząc od premiera, poprzez prezydenta miasta, aż po skorumpowanych urzędników i dziadowskich wykonawców, kradnących pieniądze poprzez zaniżanie jakości inwestycji, mogą spać spokojnie. Przestrzegano wszystkich przepisów, wyłudzone pieniądze zostały już wykorzystane, więc do czego można się przyczepić?

 

Papierek, słowo zapisane z pieczęcią i podpisem więcej znaczy, ma większą wagę niż rozum i cała mądrość człowieka. To jest absurd. Sztucznie stworzona władza biurokracji, ważniejsza od wolności i naturalnych swobód człowieka.

Procedurami i interpretacją przepisów, bo takie prawo dano nawet podrzędnym urzędnikom, można człowieka zabić, lub choćby pozbawić majątku, jak to było w przypadku zdolnego przedsiębiorcy Romana Kluski.

Można odebrać rodzicom dzieci decyzją sfrustrowanej paniusi urzędniczki, bo matka i ojciec w swojej biedzie "nie dochowali standardów czystości i porządku".

 

Nie mogę uczciwie powiedzieć, że procedury i trzymanie się procedur jest złem. Nie jest, lecz tylko wtedy, gdy jest to pomocą, a nie to, że decydują one o wszystkim.

Piloci przed startem powinni drobiazgowo wykonać check listę, odhaczając w tabeli punkt po punkcie, mimo, że w najnowocześniejszych maszynach komputer sam wszystko sprawdza. Lecz kto powie, że komputery zawsze są nieomylne. Więc dobrze, że ludzie nadal wykonują procedury startowe.

 

Lecz ta biurokratyczna wizja świata poprzez procedury powoduje, że tysiące nieistotnych spraw usiłuje się wepchnąć w sztywne ramy standaryzacji.

Ile to walki było w Unii, zanim urzędnicy zrozumieli, że słynne tradycyjne sery, nigdy nie będą dobre, jeżeli zmusi się wytwórców do produkowania ich z pasteryzowanego mleka.

 

Sądzę, że po pewnym czasie powróci równowaga pomiędzy zdrowym rozsądkiem, tradycją i mądrością wspólną a nieuniknioną standaryzacją kodeksów i procedur, wyrzucając niebezpieczną możliwość interpretacji, oraz obcinając głupie i bezsensowne instrukcje, jak coś zrobić, aby to się podobało biurokratom.

A procedury będą ludziom pomagać, a nie utrudniać życie. I nie będą żadnym usprawiedliwieniem już nigdy.

 

 

.

 

 

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.1 (10 głosów)

Komentarze

Mam dokładnie takie samo zdanie.

Im więcej praw, tym bardziej chore państwo.

Tacyt

Proszę zamaskuj wulgaryzm - naprawdę nie trzeba ich używać aby dodać emocji. Wtedy podkleję.

Vote up!
5
Vote down!
0

Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

#1604133

Zrobione

To paskudny wpływ literatury i seriali z którymi na co dzień obcuję. Język współczesny staje się coraz bardziej przaśny.

A  ja to użyłem jako typowy przykład mowy potocznej. Tak niestety ludzie ze sobą rozmawiają.

 

Pzdr

JK

Vote up!
3
Vote down!
-1

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1604143

Ja też czasami używam takiego języka i wiem o co chodzi. Mogłeś wstawić gwiazdki jak już bardzo chciałeś. Mi się też czasami chce napisać mocnymi słowami, ale po przemyśleniu zawsze dochodzę do wniosku, że wulgaryzacja języka ma więcej wad niż zalet.

Vote up!
3
Vote down!
0

Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

#1604203

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika kontrik nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Co za ciemnota. Jak można wierzyć w teorię spiskową, że WTC zaatakowali terroryści? Każdy prawicowiec wie, że to była inside job, false flag I w ogole. Stalowa konstrukcja przecież nie przepali się ogniem. Pewien profesor znalazł w gruzowisku termita a podobno wojsko hoduje takiego nano GMO, który mógłby skrycie poprzegryzać dźwigary. A poza tym ten lewacki reżyser Moore nakręcił film za pieniądze lewackiego zboczonego Weinstena. Jak można wierzyć w takie rzeczy, to tak jakby nie wierzyć, że Hitler był socjalista a zydy same się wymordowały. To może jeszcze "Protokoły mędrców Syjonu" to fałszywka? Albo Smoleńsk nie był winą masonów GRU z żydami? 

Vote up!
2
Vote down!
-5

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604150

Rozbawiłeś mnie i dziękuję za to.

Vote up!
3
Vote down!
0

michael

#1604152

Wiesz nie pisz, jak pijesz. Kontroluj się. Podpity tworzysz niestrawny bełkot.

 

.

Vote up!
2
Vote down!
-3

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1604174

Chodzi też o odpowiedzialność, dopuszczenie przez organ kontrolny ale i ubezpieczenie. Nie jest tak źle, bo papierologię powszechnie się olewa, za to można i samemu być krytym, bo to działa w dwie strony, są wady i zalety. Gdyby nie te procedury, to Arabskiego by nie skazano- czy naprawdę chciałbyś, by uczciwy sąd miał go skazać "za całokształt" w świecie nieopartym na prawie i procedurach? Taki byłby lepszy? To chyba na Sądzie Ostatecznym. Sporo tam przesadziłeś z tym pisaniem o chowaniu się przestępców za procedurami. Są przekręty zgodne z prawem bądź wykorzystujące luki ale to przecież nie znaczy, by nie oprzeć się na skodyfikowanym systemie, który trzyma to wszystko w kupie. Co zamiast tego? Sądy ludowe, trójki NKWD? Równowaga, w której wszelkie strony będą mogły olewać wymogi a nie będzie interpretacji, więc zapewne i podejścia indywidualnego do spraw? Clou tych procedur i papiórów są wymogi i kontrola ich przestrzegania, ich nadmiar to odbicie skomplikowanego świata a nie sama biurokratyczną fantazja. A jak świat uprościć?

Vote up!
2
Vote down!
-1

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1604158

a procedury to rzeczywiście problem wręcz cywilizacyjny, ale stanowiący zaledwie powierzchnię problemu. A więc masz 100% racji, a może nawet 138% słuszności, gdy identyfikujesz miejsce pojawiania się problemów. To zgadzamy się idealnie. Procedury są cywilizacyjnym zagrożeniem. Natomiast, gdy zajmiemy się jakością tego zagadnienia, to dopiero wtedy robi się prawdziwa historia pana K. tego z Procesu Franza Kafki. 

To jest temat rzeka, można pisać o tym grube raporty i wciąż nie wyczerpać tematu. Tak jest, ponieważ temat jest skutkiem "procesu" cywilizacyjnego, który jest zbiegiem okoliczności wynikających z wielu przyczyn, z których każda wnosi strategiczny wkład do tego zjawiska. Dobrze wiem dlaczego kojarzy mi się to z wczorajszym felietonem o komputerach, które umiały już wygrywać z ludźmi w szachy, a nie radziły sobie z grą w GO do czasu, w którym przestały uczyć się na grach rozegranych przez ludzi, a zaczęły studiować własne rozgrywki. To jest felieton zatytułowany "Wykładniczy postęp ludzkości - koniec konserwatyzmu!". Autor to gps65 czyli Grzegorz GPS Świderski. Link do tego felietonu to [link]. Tytuł i wnioski tego felietonu są przewrotne i zwodnicze, a właściwe rozwiązanie sam podajesz w jednym mądrym zdaniu - zgodne z dobrą praktyką morską.

A zwodniczość tytułu staje się oczywista po wyciągnięciu właściwego wniosku z tego mądrego zdania. Errata jest taka "Wykładniczy postęp ludzkości - koniec procedur, powrót konserwatyzmu". Tak powinien brzmieć ten tytuł, by był prawdziwy. Tak ma być, ponieważ nasz konserwatyzm polega na samodzielności myślenia, na samodzielnym rozwiązywaniu problemów. Myślimy samodzielnie i bez cenzury, a nasza aksjologia jest chrześcijańska. I basta.

Uzasadnienie:
Procedury rzeczywiście są drogą do śmierci cywilizacji homo sapiens i prowadzą nas do cywilizacji homo erectus, czyli zamiast człowieka myślącego mamy człowieka ze stojącym członkiem. Tak jest ponieważ procedury są systemem wyłączającym samodzielne myślenie przy rozwiązywaniu każdego problemu. Gdy coś się dzieje, wybieramy gotową procedurę i działamy tak jak w tej procedurze jest napisane. Pod warunkiem, że ktoś kiedyś przewidział "taki pejzaż", do którego może zaśpiewać Ewa Demarczyk.i napisał dla niej odpowiednia melodię. Nie ma melodii, nie ma śpiewania i jest katastrofa.

A niestety, XXI wiek polega na tak wielkiej zmianie, że już nie ma takich ewentów, do których są odpowiednie procedury. Teraz nieustannie mamy przed sobą same nowe problemy, których wcześniej nigdy nie było. Dlatego często mówię, że prawdziwie nowoczesna rzeczywistość nie potrzebuje wiedzy, ale nowych rozwiązań. Wiedzę mamy w sieci, w Google, zupełnie za darmo. Wiedza w belferskich sylabusach ulega gwałtownej deprecjacji. A rośnie deficyt umiejętności, brakuje rozumu, który potrafi zrozumieć jak jest - by rozwiązywać realne problemy. Potrzebne jest coś podobnego do neksjalizmu o którym pisał kiedyś Alfred Elton van Vogt w "Misji Międzyplanetarnej".

A teraz podam radykalny przykład jak przy pomocy metod neksjalizmu poradzić sobie z procedurami na przykładzie wydarzenia o kryptonimie "Szajka", która zniszczyła Czajkę. Jak wykorzystać procedurę, by ich pozamykać, w smole wykąpać, pierzem oblepić. Otóż w każdej  procedurze inwestycyjnej początkiem, zgodnie z procedurą zawartą w ustawie "Prawo Zamówień Publicznych", jest sporządzenie tak zwanego siwza, czyli SIWZ - Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia. No to siup za googlowanie, szukam tych siwzów do tej Szajki. No i w 15 sekund mam całą kolekcję. I czytam. Oczywiście czytanie ze zrozumieniem nie mieści się w żadnej procedurze. Tak samo pisanie ze zrozumieniem. I mamy konkret. Ta procedura jest pusta. Długie dokumenty wypełnione próżnią wklejaną przy pomocy operacji CTRL - C (Copy Paste). Plagiat, w każdej sytuacji to samo, długa lista istotnych warunków zamówienia zawierająca wymagania do kwalifikacji inżynierów, ekspertów, budowniczych, jakie mają mieć matury, certyfikaty, świadectwa, co powinno tam być w CV, życiorys zastępcy członka rady, kolor oczu audytora, płeć inspektora nadzoru, wszystko o tym jakie warunki ma spełniać ta Szajka, która buduje, ale żadnych wymagań w sprawie jakie są warunki jakie ma spełniać Czajka. Czyli ten SIWZ dotyczy Szajki, a nie Czajki. Czyli istnienie tego siwza jest zgodne z procedurą, ale to co istnieje jest lipą.

Już w pierwszym kroku - lipa. Zgodnie z teorią czystego prawa Hansa Kelsena te wszystkie puste siwzy zgodnie z prawem są, ale nic w nich istotnego nie ma. Czyli lipa.Oczywiście aby wiedzieć, czy to co tam jest pisano ze zrozumieniem, trzeba umieć czytać ze zrozumieniem. I na tym polega ten numer z procedurami. Do pana K. przychodzili różni panowie coś tam działali, ale problem pana K. polegał na tym, że uczestnicząc w procedurze nie rozumiał o co chodzi.Może z tego powodu Sejm rzutem na taśmę przyjął nowe Prawo Zamówień Publicznych. Może będzie lepiej. A jak to się działo? To jest do czytania prawdziwa drętwa mowa o rozstrzyganiu przetargu [link]. To oni idealnie tak jak to mówi pan Czajkowski, czy tam Czaskowski, oni mają wszystkie potrzebne dokumenty, podpisane i z pieczątkami. Dokumenty są, Szajka jest, Czajki nie ma.

I jest dowód na to, że Szajka może siedzieć w miejscu Czajki, czyli w gów...nie.

Vote up!
4
Vote down!
0

michael

#1604165

Pisane w transie. 5***

 

23 się zbliża. Jutro na poważnie odpiszę.

 

Dlaczego nie ma takich dyskusji więcej?

Vote up!
2
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1604179

Witaj ponownie

 

Zanim przejdę do meritum pozwolę sobie na pewną dygresję. Gdy tworzymy nowy tekst, przeznaczony do opublikowania, zazwyczaj bezwiednie w formie felietonu, to czasami, jedni częściej, drudzy rzadziej, zadajemy sobie zasadnicze pytanie: - Kogo to obchodzi?

Wielu ulega presji tego pytania i zamiast oryginalnie i mądrze, pisze po prostu "pod publikę". Osobiście nie cenię takiej postawy i zanim coś napiszę, to temat mam przemyślany i zazwyczaj nie napiszę, by się komuś przypodobać. Dla mnie ważniejsza jest samoocena niż poklask gawiedzi. Tak więc piszmy swoje, lecz zawsze ceńmy siebie (uczciwie, gdy mamy do tego prawo) I aby nie czuć się podle, pamiętajmy o słowach wielkiego myśliciela jakim był również Winston Churchill, bo podobno to on powiedział - Miarą twojego sukcesu jest liczba twoich wrogów.

Więc do rzeczy...

Warto podjąć rozważania, czy standaryzacja i lawinowy rozwój procedur, oraz ich wpływ na życie człowieka to jest stąpanie drogą postępu, czy może wprost przeciwnie - cofanie się do prymitywizmu życia w epoce kamiennej.

Najstarsza część naszego mózgu, ta najniższa, tuż przy rdzeniu kręgowym, tak zwany mózg gadzi ma w sobie zapisane tylko instynktowne procedury niezbędne do przeżycia. To słynne cztery F -  fighting, fleeing, feeding, fornicating. [ broń się - walcz; broń się - uciekaj; pożywiaj się; rozmnażaj się] to prymitywne motywacje, czy instynkty wszystkich istot żywych. Tu nie potrzeba szarej kory mózgowej.

Tak więc przekształcanie naszej woli, by decydowała wyłącznie na podstawie procedur i zgodnie z nimi, nie jest świadomym cofaniem ludzkości (jej ogromnej części) do stanu naszych prymitywnych przodków?

Z drugiej strony, patrząc globalnie pewna standaryzacja, chociażby urządzeń technicznych ma głęboki sens. Na lotniskach sprzedaje się podróżnikom taki pożyteczny gadżet - zestaw wtyczek elektrycznych pasujących w każdym kraju. W samej Europie ciągle jeszcze mamy 3 różne, nie pasujące do siebie gniazdka elektryczne i wtyczki. Dobrze o tym wiedzą Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, gdzie gniazdka są monstrualne.

Osobiście, zamiast narzucania belferskich procedur wolałbym wspólne ustalanie zdrowych zasad. Na przykład - w lesie nigdy nie śmiecimy. Czy do tego musi być napisana osobna procedura? Albo ten ubiór roboczy - czy zasada - w pracy ubieraj się w taki sposób, abyś mógł w pełni efektywnie i komfortowo pracować, pamiętając jednocześnie, że nie możesz narażać swojego i kogokolwiek innego bezpieczeństwa.

Jakikolwiek zestaw procedur do czegokolwiek, jest degenerującym elementem dla naturalnego procesu myślenia - umiejętnosci wyboru, decydowania i kreatywności oraz intuicji. Czyli długofalowo psuje człowieka.

Idei sprowadzania życia człowieka do bezwzględnego posługiwania się procedurami musimy położyć spiżową tamę. Inaczej tych paru pseudogeniuszy, uparcie budujących NWO zniszczy mądrość ludzkości. To ich świadoma działalność. Oni nie potrzebują ogólnego wzrostu poziomu mądrości. Chcą decydować i pozwolić, by mądrymi zostali tylko wybrani. Tacy, których będą potrzebować do obsługi siebie i systemu.

I żeby nie było wątpliwości - to wszystko już się dzieje. Wystarczy choćby spojrzeć na opozycję, lub dalej - na parlament europejski, to widać, jakie to intelektualne zera. Trochę sprytu, garść cwaniactwa, wyuczone formuły i nic więcej. Puste czaszki. Już wyjałowione.

Oni nie ustaną. Początkowo śmieliśmy się z tego, jak słynne prostowanie banana. Lecz to już dzisiaj powinno nas napawać grozą.

To nasz wróg, wróg prawie całej ludzkości, chce nam zaszkodzić narzucając kolejne instrukcje na wszelkie dziedziny życia.

...............

I jeszcze wspomnę proroctwo sprzed pól wieku. W roku 1969, w momencie szczytu mojego buntu i oporu, na listach przebojów królował utwór duetu Zager and Evans In the Year 2525. Było tam o przyszłości (dziś, za 5 lat), gdzie: - "obejdzie się bez prawdy i kłamstw / A wszystkie swoje myśli, czyny i słowa / Zażyjesz w pigułce.

 

 

Vote up!
1
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1604244

Procedury są  czasem pożyteczne, bo dzięki nim można zatrudnić za niewielkie pieniądze przygłupa, który będzie umiał tylko dopasowywać procedury do sytuacji. Amerykanie są niewolnikami procedur. Z czasów mojej pracy na wycieczkowcach pamiętam sytuację, gdy w skutek zmiany procedur zamówień, zabrakło kawy na statku 3 dni przed końcem rejsu. Szczęsliwie złożyło się, że drugi statek tej samej kompanii (Carnival) spotkał się w jednym z portów Alaski z tym pechowym. Polak, bar menager zaproponował rozwiązanie najprostrze - wysłać 2 kelnerów z plecakami i pożyczyć 30 kg kawy z bratniego statku (cumującego obok). Kawę można było oddać za 3 dni w porcie, gdzie zaczynają się rejsy.  Niestety - tego procedury nie przewidywały. Zapytano władz celnych, które oczywiście się nie zgodziły (procedury), choć oba statki stały w na tym samym obszarze celnym wewnątrz płotu.
Inna sytuacja: Staff kapitan udał się na wycieczkę helikopterem na lodowiec i zginął w katastrofie. Statek nie mógł się ruszyć ze Skagway, bo nie wolno płynąć bez staff kapitana, który jest w pełni licencjonowanym kapitanem i może przejąć dowodzenie w wypadku niedyspozycji kapitana. Gdyby zginął kapitan, nie było by problemu. Trzeba było czekać na przylot innego staff kapitana i kompletnie zawalić harmonogram rejsu.

Vote up!
4
Vote down!
0

Leopold

#1604182

Ja Cię chrzanię Leopoldzie !!!

Ja na nieco ekskluzywniejszych, mniejszych Regency Cruises. Do 800 pasażerów. Od końca września do końca kwietnia Karaiby, potem pasaż Panamą na Alaskę - start z Vancouver. Senior oficer (RO), lata 1980, 17 miesięcy na burcie.

TO SĄ WSPOMNIENIA I OPOWIEŚCI PO KTÓRYCH BY NAS UZNALI ZA SKRAJNYCH MITOMANÓW.

Wniosek mam jeden, bardzo życiowy - każdy oficer raz w życiu powinien odbyć podróż na wycieczkowcu. Takie doświadczenie jest unikalne, gdy nie jest się milionerem.

Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do Gdyni. Tylko bez żon, bo one o Karaibach nie lubią słuchać.

 

 

.

Vote up!
1
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1604190

Pracowałam także na Royal Caribbean Cruises i na bardzo ekskluzywnych Silver Lines. Nawet na tym samym statku co nieodżałowany Seawolf (tylko niestety w innym czasie). Byłem pianistą w orkiestrach akompaniujących do "showów" (brak polskiego odpowiednika do przedstawień typu "brodwayowskiego"). Na Celebrity miałem swój własny zaspół - polecam próbkę mojego grania (2') 
https://www.youtube.com/watch?v=UM9TIfq9qu8

W poprzednim komentarzu pomyliłem nazwę kompanii (to już tyle lat) - nie Carnival (dość podła), lecz Celebrity Lines (elegancka z koncertami klasycznymi).
Pozdrawiam człowieka morza

Vote up!
2
Vote down!
0

Leopold

#1604243

U nas też Polacy zastąpili Brytyjczyków, bo co chlali na umór. No i jeszcze mieliśmy nasze jazzowe combo.

A kiedyś w tym sektorze muzyką rządzili Filipińczycy - świetni odtwórcy, lecz słabi artyści.

Lecz myślę, że jest co wspominać na długie lata. Prawda?

 

Po tych jednych Karaibach i Alasce miałem szlaban od mojej pani na ten piękny sektor pracy.

Vote up!
2
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1604278

https://www.turek.net.pl/listy-do-redakcji/3931-czy-tragedii-powidzkiej-mozna-bylo-uniknac-marek-chrapan

Vote up!
0
Vote down!
0

antyleming

#1604217

Nie jest tak zle w panstwie polskim,bo narazie nie ma procedur jak obsluzyc czlonka w toi-toice podczas oddawania moczu na stojaco,ani tez wycierania tylka ze wskazaniem na odpowiednie ulozenie papieru toaletowego w dloni.Mimo wszystko mysle ze w niedlugim czasie w swoich zapedach prceduralnych wykoncza sie ich wytworcy.

Vote up!
2
Vote down!
0

Jeszcze zaświeci słoneczko

#1604242

Szejk Muhammad al-Habadan oznajmił, że kobiety powinny mieć odkryte tylko jedno oko, żeby nie rozpalać namiętności mężczyzn. Jedna dziurka wystarczy, żeby w coś nie przypier**lić. Niebawem, kobieta, która założy burkę z dwoma dziurkami na oczy, będzie uważana za dziwkę.

Vote up!
3
Vote down!
0
#1604381