"Smoking gun", czyli "Dymiący nagan"

Obrazek użytkownika Anonymous
Blog
Czytelnicy Niepoprawnych znają moje zdanie na temat "katastrofy" pod Smoleńskiem - był to zaplanowany mord! Mija miesiąc i wciąż nie znamy nawet dokładnej godziny rozbicia się rządowego Tu-154. Choćby ten fakt świadczy o jakości prowadzonego w tej sprawie "śledztwa". Każdy dzień przynosi kolejne pytania, na które nie ma odpowiedzi. Jest to efekt klasycznej dezinformacji. Warto jednak dążyć do ujawnienia prawdy o tych dramatycznych wydarzeniach. Warto też reklamować teksty, które w całkowicie racjonalny sposób, na chłodno, bez niepotrzebnych emocji starają się opisać otaczającą nas rzeczywistość. Dlatego też zdecydowałem się opublikować tekst blogera Starego Wiarusa. Uznałem, że zamiast dodać link do "polecanek", zaprezentuje go w całości, tak aby dotarła do niego jak największa liczba Czytelników. Warto! Zapraszam do lektury... 
 
"Smoking gun", czyli dymiąca broń, to popularny skrót myślowy pojęcia poszlaki, czyli dowodu pośredniego, informacji która pozwala interpretować wydarzenie i sformułować o nim wstępną opinię. Poszlaka nie ma wagi dowodu bezpośredniego, a co za tym idzie interpretacje na niej oparte mogą, ale nie muszą być zgodne z rzeczywistym przebiegiem zdarzenia.

Jeśli policja wezwana przez sąsiadów, słyszących krzyki i strzały z broni palnej, przybywa na miejsce zdarzenia i zastaje tam trupa z ranami postrzałowymi i stojącego nad nim gościa trzymającego pistolet, który jeszcze dymi z lufy, to jakkolwiek nie jest to wystarczający dowód, by go oskarżyć przed sądem, że to on zastrzelił faceta leżącego na ziemi, to jest to istotna poszlaka, wystarczająca by go zamknąć do wyjaśnienia.

Stąd "smoking gun".

Naturalnie, poszlakę może potem potwierdzić sekcja zwłok, ekspertyza balistyczna broni i wydobytego z ciała ofiary pocisku, analiza odcisków palców na broni, testy chemiczne na obecność niedopalonego prochu na rękach podejrzanego etc. etc. - wtedy to już będą bezpośrednie dowody czynu.

Podejrzany na podstawie poszlaki może też oszczędzić wszystkim czasu i zachodu i po prostu przyznać się do zabójstwa lub morderstwa, choć nawet wtedy wymagana będzie opinia biegłego, że jest zdrów na umyśle i wiedział co robi, gdy naciskał spust broni.

 
W sprawie katastrofy smoleńskiej nie mamy na razie dowodów, natomiast mamy dymiący nagan dużego kalibru.
 
Dymiący nagan stanowią relacje z prowadzenia śledztwa przez stronę rosyjską. Śledztwo wydaje się forsować tylko jedną hipotezę, mianowicie taką, że ani Federacja Rosyjska, ani żaden jej obywatel, nie miały ze smoleńską  katastrofą nic wspólnego, zaś polski prezydent zginął z woli Boga, Historii i nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Anglosasi zwięźle określaja takie spontaniczne, losowo występujące nieszczęścia słowami 'shit happens', nie wiem natomiast, jak to będzie po rosyjsku.
 
Ja mam naturalnie głęboką wiarę, że Rosja to jest całkiem normalne państwo. W związku z tym nie mam naturalnie żadnych wątpliwości, że kiedy we właściwym czasie opublikowany zostanie raport międzynarodowej komisji badającej przyczyny katastrofy samolotu Tu-154M nr 101, dn. 10 kwietnia 2010r. w okolicach lotniska Smoleńsk-Siewiernyj, to ten dokument będzie wyglądał tak samo, albo bardzo podobnie, jak raport francuskiego Bureau d'Enquêtes et d'Analyses pour la Sécurité de l'Aviation Civile (BEA) w sprawie przyczyn katastrofy samolotu Concorde,  rejestracja F-BTSC, dn. 25 lipca 2000 r. w Gonesse pod Paryżem.
 
 
To znaczy, rosyjski raport niechybnie będzie jasny i wyczerpujący, a miejscami wręcz drobiazgowy. Będzie miał co najmniej 12.5 megabajta jako plik .pdf, i dwanaście załączników; w sumie kilkaset stron, wszystkie zostaną opublikowane w internecie natychmiast po podpisaniu raportu przez komisję.

Być może ten rosyjski raport będzie nawet jeszcze większy i dokładniejszy od francuskiego, bo w końcu w katastrofie Concorde nie zginął prezydent Republiki Francuskiej z małżonką, elita życia politycznego Francji oraz dowództwo francuskich sił zbrojnych, tylko wycieczka niemieckich biznesmenów.

 
Z raportu komisji smoleńskiej będzie naturalnie wynikało, że po usunięciu z miejsca katastrofy Tu-154M większych szczątków samolotu, zostało ono następnie kilkakrotnie przeszukane przez idącą ramię przy ramieniu tyralierę policjantów zaopatrzonych w pincety i torebki plastikowe, która starannie wyzbierała wszystkie szczątki większe niż pół paznokcia. To światowy standard takich dochodzeń, zastosowany po katastrofie Concorde, więc ja po prostu nie wyobrażam sobie, by Rosjanie mogli postąpić inaczej.  
 
Pogłoski, że na miejscu katastrofy pozostawiono jakieś szczątki, to z pewnością potwarz.

W katastrofie Concorde jako jej pierwotną przyczynę zidentyfikowano pasek blachy tytanowej o wymiarach 43x4 cm, leżący w charakterze śmiecia na pasie startowym, który podczas startu Concorde przeciął jedną z opon samolotu. Ten kawałek blachy, rozmiarów szkolnej linijki, znaleziono na pasie startowym, zabezpieczono, skatalogowano, a następnie dopasowano po kilku miesiącach śledztwa do kształtu przecięcia w oponie Concorde zabezpieczonej na miejscu upadku samolotu.

W dochodzeniu w sprawie przyczyn katastrofy lotu PanAm 103, który rozbił się w szkockim miasteczku Lockerbie 21 grudnia 1988 r. w wyniku eksplozji bomby w ładowni bagażowej, koronnym dowodem rzeczowym stał się strzęp płytki obwodu drukowanego o wymiarach 0,8 x 1,25 cm, który był częścią elektronicznego zapalnika czasowego bomby i został wyjęty przez policyjnych techników pincetą ze znalezionego w lesie pod Lockerbie nadpalonego kawałka koszuli. Śledztwo trwało prawie trzy lata. 

Faza zbierania szczątków w Lockerbie trwała pięć miesięcy. Znaleziono około 1200 fragmentów wraku. Ponad 1000 policjantow i żołnierzy ręcznie wyzbierało z powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych ponad 10 tysięcy innych przedmiotów. Każdy znaleziony przedmiot opatrzono etykietką z miejscem i datą znalezienia, umieszczono w plastikowej torebce, a następnie po przewiezieniu do centralnego magazynu prześwietlono przy pomocy przemysłowej aparatury rentgenowskiej, oraz sprawdzono chromatografem gazowym na obecność śladow materiałów wybuchowych.

http://dnausers.d-n-a.net/dnetGOjg/Lockerbie.htm

 
Naturalnie tak samo będzie w Smoleńsku, bo inaczej być nie może. A może nawet dokladniej, bo nie był to zwykły lot pasażerski.

Pogłoski, jakoby miejsce katastrofy pod Smoleńskiem zostało przeorane spychaczami w niecały miesiąc po wypadku, to z pewnością potwarz.
 
Załącznik medyczny do raportu o przyczynach katastrofy Tu-154M nr 101 omawiający wyniki sekcji zwłok ofiar będzie niezawodnie odpowiadał co najmniej takim standardom medycyny wojskowej jak te opisane w amerykańskich przepisach Medical Aspects of Army Aircraft Accident Investigation (Army Regulation 40-21, Headquarters Department of the Army Washington, DC 23 November 1976, Unclassified)

http://www.army.mil/usapa/epubs/pdf/r40_21.pdf.

A zapewne nawet jeszcze ściślejszym, bo amerykańskie przepisy wojskowe sformułowano dla potrzeb rutynowych dochodzeń dotyczących śmierci członków załogi w wypadkach treningowych w lotnictwie wojskowym, a nie na potrzeby śledztwa nad przyczynami katastrofy o wadze ogólnopaństwowej, w której ginie głowa państwa i generalicja.

 
Zgodnie z art. 3 ust.7 tej instrukcji, w ciągu 96 godzin po zakończeniu ostatniej sekcji zwłok, wszystkie protokoły sekcji, preparaty mikroskopowe, próbki tkanek zakonserwowane w bloczkach parafinowych i innymi sposobami, zbiór fotografii ofiar przed i po przewiezieniu z miejsca wypadku oraz zdjęcia rentgenowskie mają zostać przekazane do dyspozycji wojskowego instytutu medycyny sądowej. Zgodnie z załącznikiem A, punkt 4, część E do instrukcji nr 40-21, każdy protokół sekcji każdej z osobna ofiary wypadku musi oprócz standardowego opisu medycznego zawierać następującą informację:
 
1.  Szacunkowy czas przeżycia od momentu uderzenia o ziemię.
2.  Datę i godzinę śmierci.
3.  Ślady ognia na zwłokach powstałe przed i po uderzeniu samolotu o ziemię, oraz obecność na zwłokach błota, ziemi lub śladów paliwa.
4.  Szacunkowy czas wystawienia zwłok na działanie ognia.
5.  Położenie zwłok lub fragmentów zwłok na miejscu wypadku względem szczątków samolotu.
6.  Obrażenia (osobno i szczegółowo opisane mają być obrażenia głowy, twarzy, szyi, krtani, barków, piersi, korpusu, miednicy, ramion, nóg, dłoni i stóp).
7.  Przyczyny doznanych poparzeń (pożar, kontakt z paliwem, płynem hydraulicznym, innymi substancjami).
8.  Przyczyny obrażeń mechanicznych (uderzenie o części samolotu - szczegółowy opis, lub o inne przedmioty - szczegółowy opis).
9.  Kolejność doznanych obrażeń (opisać kolejno obrażenia odniesione przed wypadkiem, obrażenia spowodowane podczas pierwszego zderzenia z ziemią, podczas ew. kolejnych  zderzeń z ziemią lub innymi obiektami, podczas ew. dalszego toku wypadku).
 
Pogłoski, jakoby w rosyjskich protokołach sekcji pisano po prostu "przyczyna śmierci: mnogie obrażenia", to z pewnością potwarz.
 
 
Kodycyl technologiczny:
 
Być może nie wszystko jest stracone na zawsze w smoleńskiej mgle, bo obecność w rękach prywatnych przedmiotów odnalezionych na miejscu katastrofy stwarza realną możliwość społecznego poszukiwania pełnoprawnych dowodów, by zastąpić nimi dymiący nagan.

Sceptycy, kórych nie obezwładniła dotychczasowa eksplozja braterstwa polsko-rosyjskiego, zastanawiają sie m.in. nad przyczynami całkowitej dezintegracji środkowej części samolotu, czyli kabiny pasażerskiej.

Odłamana część ogonowa i usterzenie zachowały się w stanie podobnym, jak widoczny na zdjęciach z miejsc podobnych katastrof lotniczych. Kabina pasażerska natomiast jest w kawałkach, rozmiarów, tak na oko, pół metra na pół metra.

Ciała są podobno zmasakrowane, pozrozrywane, poparzone, choć ani wybuchu, ani dużego pożaru paliwa na miejscu wypadku nie było - prawdopodobnie ze względu na brak kontaktu gorących silników, odłamanych razem z cześcią ogonową, ze zbiornikami paliwa w skrzydłach, odłamanych kilkadziesiąt metrów dalej, jak i ze względu na brak iskier przy uderzeniu metalowego kadłuba o podmokły grunt.

 
Nic nie wiadomo o stanie kabiny załogi. Kokpit, z natury rzeczy zawierający kluczowy materiał dowodowy, znikł z powierzchni planety. Ani jednego zdjęcia. Nie wiadomo, czy kabina pilotów odłamała się od reszty kadłuba tak samo jak część ogonowa, czyli mniej więcej w całości, poszła w drzazgi, czy magicznie wysublimowała w atmosferę.
 
Jako niepoprawny sceptyk, nihilista i oszołom uważam, że zarówno (niedostępne nam jeszcze na razie) szczątki samolotu jak i przedmioty znalezione na miejscu wypadku oraz zwłoki ofiar mogłyby potwierdzić lub wykluczyć hipotezę eksplozji wolumetrycznej w kabinie pasażerskiej, która jest zgodna z widocznym na zdjęciach stanem wraku oraz pogłoskami na temat stanu zwłok.

Osobom zainteresowanym fizyką takich eksplozji i sposobem ich przeprowadzania polecam kwerendę literatury tematu, z użyciem fraz kluczowych: UCVE (unconfined cloud vapour explosion)
, CCVE (confined cloud vapor explosion) oraz BLEVE (boling liquid expanding vapor explosion).

O ile analiza spektrometryczna znalazłaby na miejscu katastrofy, w szczątkach samolotu lub na zwłokach ofiar tlenek  etylenu

, tlenek propylenu, azotan izopropylu, aluminium, magnez lub cyrkon o wysokiej czystości, w postaci pyłów o innym składzie niż stopy użyte w konstrukcji samolotu, kompleksowe związki metaloorganiczne zawierające fluor i metale lekkie, niewytłumaczalnie wysokie stężenie fluoru, albo nanocząsteczki metali, to taka sygnatura wskazywałaby na eksplozję wolumetryczną, zwaną przez Rosjan termobaryczną.

Całkowicie przypadkowo tak się składa, że Rosjanie są pionierami użycia eksplozji termobarycznych w technice wojskowej. Około litr płynu w głowicy pocisku do ręcznej wyrzutni "

РПО-А Шмель", eksplodującego jako aerozol wypełniający pomieszczenie w ostrzelanym "trzmielem" budynku, daje ten sam efekt, co pocisk haubicy 152mm - zawsze zabija wszystkich w pomieszczeniu i prawie wszystkich w budynku, a często burzy budynek, co Rosjanie praktycznie sprawdzili w Czeczenii.

Niczego to naturalnie nie dowodzi, do czasu zbadania spektroskopem masowym (MS) przedmiotów z katastrofy, znajdujących się obecnie w rękach prywatnych.

 
Kodycyl medyczny:  
 
Czy te zwłoki, które przetrwały mniej więcej w całości, prześwietlono? Eksplozja termobaryczna zabija bardzo charakterystycznym mechanizmem 'blast injury' obejmującym m.in obrażenia płuc wywołane skokowym wzrostem ciśnienia w pomieszczeniu do ponad 3MPa. Te obrażenia płuc mają bardzo charakterystyczny obraz radiologiczny na zdjęciach rentgenowskich klatki piersiowej, zwany 'butterfly', czyli motylem. Najbardziej kompetentna w ocenie diagnostycznej takich zdjęć jest medycyna izraelska, z powodu dużego doświadczenia z ofiarami terrorystycznych zamachów bombowych w miejscach publicznych. Wystarczy wysłać zdjęcia rentgenowskie z prośbą o opinię.  Czy oszacowano temperaturę, jaka działała na spalone zwłoki? Medycyna sądowa ma na to rozmaite sposoby. Pożar paliwa lotniczego osiąga 900-1100 stopni Celsjusza, eksplozja termobaryczna ma 2500-3000 stopni i bardzo wysoki gradient wzrostu temperatury.
 
Kodycyl ekonomiczny:
 
Czy i kiedy dostaniemy z powrotem od Rosjan wrak samolotu, a raczej jego części złożone luzem na kupę, której RP jest nadal pełnoprawnym właścicicielem, bo samolot był kupiony od Rosjan i całkowicie zapłacony? Czy też zgodzimy się z Rosjanami że to bez sensu, i wrak pojedzie prosto do rosyjskiej huty, a my wielkodusznie nie będziemy się domagać nawet zapłaty za złom?
 
Kodycyl archeologiczny:
 

Ewentualne zaoranie, przekopanie, zabetonowanie, (niepotrzebne skreślić) miejsca katastrofy nie pomoże jako antidotum na ewentualną komisję śledczą za 50 lat. Ślady podejrzanych substancji, jeśli się tam znajdują, bedą wykrywalne spektrometrycznie w praktyce do końca świata. To samo dotyczy ewentualnych ekshumacji ofiar przez pokolenie naszych wnuków.

Może natomiast pomóc w udaremnieniu przyszłego śledztwa zdjęcie z obszaru katastrofy całej wierzchniej warstwy gruntu, przynajmniej 1 m w głąb, i jej wywiezienie w jakieś nieujawnione miejsce. Nie zdziwi mnie zatem, jeśli miasto Smoleńsk nagle zacznie budować na tym terenie np. największy na świecie podziemny parking, centrum handlowe na trzy piętra w głąb, albo super-basen kąpielowy o powierzchni kilku hektarów.

http://wtemaciemaci.salon24.pl/178536,dymiacy-nagan

 

 

0
Brak głosów

Komentarze

giczy_kop
Myślę ,że na argumenty i pytania zawarte w powyższym tekście -moim zdaniem kompletnie obezwładniające argumenty , po przyswojeniu których włos na głowie się jeży i ciemno się przed oczami robi- niektórzy "specjaliści" i jak zwykle wysokiej rangi "polityczni komentatorzy" (bo prędzej czy później , ktoś nie wytrzyma i przytoczy powyższą argumentację w jakimś programie "na żywo" i nie będzie już można udawać ,że nikt tych pytań nie zadaje i nie oczekuje na nie odpowiedzi) pokuszą się odpowiedzieć , w sposób dla siebie charakterystyczny czyli przepełniony totalną bezczelnością i ignorancją (okazywaną zwłaszcza w stosunku do opinii publicznej) , traktując swoich odbiorców , jak zwykle , jak stado baranów.

Jestem przekonana ,że niektórzy mądrale będą dowodzić ile sił , że za , nawet nie "ewentualne zaniedbania" , a "błędy proceduralne" - bo całe to ściemnianie , zatajanie i mistyfikacje tak właśnie będą przez nich określane co najwyżej jako „błędy proceduralne” - są efektem tzw "rosyjskiej specyfiki" . I nawet to nie są „błędy” , tylko inny styl pracy. I tyle , na tym koniec . I nikt nie ośmieli się pójść dalej , definiować "rosyjską specyfikę", dyskutować o konsekwencjach tej specyfiki i tego „stylu” dla śledztwa w sprawie największej tragedii , jaka spotkała Państwo Polskie w czasach tzw „pokoju” .
Skoro wszyscy zgodzili się ,że istnieje coś takiego jak "rosyjska demokracja" , nie po prostu "demokracja" ale "demokracja w rosyjskim (FSBowskim)stylu" ,taka specjalna "wersja demokracji" i to jest ok - oni tak już mają , że wszystko robią "po swojemu" , to dlaczego ktoś nie miał by nam "tłumaczyć" ,że Rosjanie śledztwo też prowadzili "w swoim stylu" ? Tak po rosyjsku . a ich standardy są ... inne , rosyjskie . Ani lepsze , ani gorsze , tylko inne . I skoro czegoś nie zrobili , to nie złośliwie ,żeby coś zataić , tylko uznali ,że te działanie nie są po prostu konieczne ... Cóż musimy się z tym pogodzić i przestać świrować , bo to powoduje ,że „Świat” uzna nas za wstecznych i rusofobicznych – a to grzech śmiertelny. Taki będzie wniosek .Musimy się z tym pogodzić , tak jak godzimy się (oficjalnie) ,że Rosja jest państwem demokratycznym .Cały świat godzi się na ten specyficzny rosyjski styl uprawiania polityki , czemu więc ten "styl" nie miałby objawić się przy prowadzeniu śledztwa nad przyczynami katastrofy polskiego TU ?
Wszystko jest „specyficzne PO PROSTU”.
Co najwyżej jakaś wyjątkowo światowa i otwarta na inne kultury pani komentatorka albo wszystkowiedzący pan dziennikarz puentując niewygodny temat pokusi się o jakiś komentarz „od serca” i powie , że jak był na wakacjach w Indiach , to mieszkał w 5cio gwiazdkowym hotelu , ale prześcieradło było brudne , a po pokoju biegały robaki , bo „wiecie Państwo 5cio gwiazdkowy hotel w Indiach , to nie to samo , co 5cio gwiazdkowy hotel w Paryżu . Tam ludzie zupełnie inaczej patrzą na pewne sprawy. My pewnie tego nigdy nie zrozumiemy , cóż ale czy nie na tym właśnie polega wspaniała różnorodność . Musimy być tolerancyjni dla innych kultur i specyfiki każdego kraju . Do widzenia Państwu” . I ta uwaga będzie miała nadać kierunek i sposób myślenia o wszystkich zadających za dużo niewygodnych pytań : oni po prostu nie byli nigdy w Indiach , więc nie zrozumieją .
Przepraszam za ten sarkazm (wiem ,że jest nie na miejscu) ale naprawdę obawiam się ,że znajdą się tacy (już się znaleźli) , którzy nawet na tak bezsprzecznie celne/trafne uwagi znajdą „sposób” , by je podważyć i zdyskredytować albo co najmniej „ujarzmić ich siłę”. Ponieważ wszyscy trzęsą portkami przed potencjalną reakcją władz Federacji Rosyjskiej na sugestię ,że ta "dała ciała" przy prowadzeniu śledztwa . O "sugestii" dotyczącej zamachu nie wspomnę...
Przecież rosyjska tzw "interwencja" W Gruzji także była bardzo „stylowa” . Jedynym , któremu ten styl się nie podobał i który miał inne zdanie na temat rosyjskiego stylu był Sp. Prezydent Lech Kaczyński ...

A i pamiętajmy co powiedział ros . minister spraw zagranicznych , bo to powinno być dla nas wiążące : "Tylko rosyjska prawda jest prawdziwą prawdą" . A ponieważ Donald też już przyswoił sobie te „prawdę” i uczynił z niej swoją dewizę , nie wierzę byśmy dowiedzieli się kiedykolwiek PRAWDY innej niż prawda rosyjska
Bardzo dziękuję , za ten artykuł
pozdr

PS. Pytania retoryczne (?)
Co z tym nasłuchem polskiego kontrwywiadu ?
Na podstawie czego Rosjanie pisali swoje raporty , skoro część elementów samolotu wciąż leży w błocie ? Co dobitnie zaprezentował Tomasz Sakiewicz w programie TVP 1 „Kwadrans po ósmej” , dwa albo trzy dni temu ?
Czy autor filmu krążącego w necie , filmu z miejsca zdarzenia , naprawdę nie żyje ?
Dlaczego media zachowują się tak , jakby film z miejsca zdarzenia był kompletnie nieistotny i dlaczego nikt nie mówi ,nie pyta o jego autora ?

Vote up!
0
Vote down!
0

giczy_kop

#58367

 ... ten filmik pokazuje jakąś katastrofę ... a gdzie jest napisane, że pokazuje katastrofę prezydenckiego samolotu ?

... a wstawienie odpowiedniego tytułu do każdego filmiku na youtube chyba nie jest problemem, prawda ?

Dlaczego nikt nie pyta ? ... ludzie pytają  ale nie ma odpowiedzi. Każda odpowiedź ( prawdziwa) wywołałaby zaburzenia !

... i z tego powodu "wielce szanowna Komisja d/s ..." nie napisze, że to był zamach !

Vote up!
0
Vote down!
0

veri

#58433

w polecankach link już jest
http://niepoprawni.pl/content/dymiacy-nagan-stary-wiarus

;)

Vote up!
0
Vote down!
0
#58416

Cholera, nie widziałem...

Pozdrawiam
-------------------------------
Samotny wilk w biegu

Vote up!
0
Vote down!
0
#58424

włamania do garażu na Grochowie! czy coś w tym stylu!
pzdr

Vote up!
0
Vote down!
0

antysalon

#58431