Girlfight, albo Michnik w Hollywood

Obrazek użytkownika Budyń78
Idee
Ostatnio oglądam sobie czasem całe filmy, którzy różni tajemniczy użytkownicy umieszczają na youtube. Skoro to wisi, a wiemy, jak łatwo zablokować film, nikomu to specjalnie nie przeszkadza, więc.. I tak trafiłem na film amerykański pod obiecującym tytułem "Girlfight", który okazał się być ilustracją pewnego, niezmiernie irytującego mnie, a dotyczącego nas bardzo żywo problemu.
"Girlfight" ("Dziewczyńskie porachunki") to film w modnej ostatnio konwencji social-media thrillera, gdzie ważną rolę w pokazanej już w milionie innych filmów, lecz widać nie dającej spokoju reżyserom przemocy wśród nieletnich odgrywają nowe media. Tu mamy bardzo inteligentną, ale czasem i przeraźliwie głupią, a chwilami bezduszną główną bohaterkę, grupkę przebojowych nastolatek, do której aspiruje i kilka innych postaci, ważnych dla filmu, ale mniej istotnych dla sprawy, o której chciałbym opisać. Oczywiście pojawiają się też rodzice. Dość zasadniczy, dość konserwatywni i całkiem rozsądni... aż do ostatniej sceny. Streszczając film: Intelektualistka zaprzyjaźnia się z jedną ze szkolnych gwiazd, ignorując przy okazji swoją dotychczasową najlepszą koleżankę, tym samym budząc jednak zazdrość kilku innych "gwiazdek". Te znajdują stare wpisy dziewczyny na facebookowej tablicy opuszczonej koleżanki, w której pisze o nich w tonie mocno nieprzyjaznym. Nieskomplikowane koleżanki knują więc, razem z nową najlepszą przyjaciółką intelektualistki, zemstę. Ta jest dość prosta - zwabiają je do domu, w którym, po krótkiej i formalnej jedynie wymianie zdań zaczynają ją katować. Wszystko zostaje nagrane i ma zapewnić dziewczynom jeszcze większą popularność, zaś ofierze - totalne upokorzenie. Intelektualistka obrywa poważnie, ma kłopoty ze słuchem i może stracić wzrok w jednym oku. Rodzice zdobywają film, zdobywają go również media, których pogoń za sensacją pokazana jest bardzo sprawnie. Chcą więc surowej kary, tymczasem ofiarą zaczynają targać wątpliwości i tu właśnie dochodzimy do zjawiska, o którym chciałem napisać. Dziewczyna wychodzi z założenia, ze żądając kary (a ta musi być, w związku z charakterem oskarżenia, wysoka) będzie kierować się zemstą, więc stanie się podobna swoim oprawcom. Przekonuje początkowo niegodzących się rodziców i prosi w sądzie, ustami matki, o najniższy wymiar kary.

Mamy więc przebaczenie i wszystko pięknie, gdyby nie to, że z drugiej strony nie widzimy żadnej refleksji, zaś niemal do ostatnich scen głównym zmartwieniem dziewczyn jest to, czy dobrze wyglądają przed towarzyszącymi im kamerami. Chcą po prostu robić karierę i widzą, ze są na dobrej drodze. Później zaś boją się kary, ale żadnej skruchy nie widać. A jednak wszystko jest ok, choć na szczęście nie dla nielicznych polskich komentatorów na filmwebie, którzy piszą, ze film nawet ok, ale wyroki to kpina.

"Girlfight" to zdecydowanie film z ambicją zmieniania widza, a razem z widzem świata. Potępienie przemocy, pozytywne (co chyba nie tak już częste w amerykańskim kinie) przedstawienie rodziny w kontrze do egoistycznego i okrutnego świata szkolnych gwiazdeczek socjologicznych, potępienie mediów, które zgubiły poczucie dobra i zła - to wszystko jest naprawdę w tym filmie w porządku. Jednak pozostaje kwestia wybaczenia. Nam przecież wyjątkowo bliska.

Od roku 1989 słyszymy o przebaczaniu cały czas. Przebaczenie przedstawione jest jako chrześcijański obowiązek, staje się narzędziem moralnego szantażu. Nie potrafisz przebaczyć swoim prześladowcom? To niechrześcijańskie. Przebacz! Z przebaczenia czyni się obowiązek, ale obowiązek jednej strony. Zapomina się coraz częściej i coraz łatwiej, że przebaczenie, postawa godna i piękna, nie jest bezwarunkowe. Musi poprzedzić je skrucha i zadośćuczynienie. A tym nie jest domniemane tylko ewentualne niekomfortowe samopoczucie sprawców. Widzimy je zresztą - butne miny w sądach, pogarda dla ofiar, luksusowe szpitale i zagraniczne wakacje. Z nudów obejrzany film pokazał mi, że to nie tylko nasza tendencja, ale czy to jakiekolwiek pocieszenie?

http://www.filmweb.pl/film/Dziewczy%C5%84skie+porachunki-2011-627357

Brak głosów

Komentarze

No proszę, kto by pomyślał, że oglądasz filmy o amerykańskich nastolatkach. ;-)

Chyba też spojrzę. ;p

Vote up!
0
Vote down!
0
#275768

raczej oglądam filmy z tego nurtu "social media niepokoju", bo to się w moje naukowe zainteresowania wpisuje :) a nastolatek się w takich filmach uniknąć nie da ;)
pozdrawiam!

Vote up!
0
Vote down!
0
#275781

Michnik "przebaczył", bo jemu akurat "zadośćuczyniono" posadą komisarza politycznego wiodącej gazety (sam tak mówił o swojej roli w "GW") i rolą ober-autoryteta. Z takich pozycji można wymagać. Pewnie ten film też by mu się spodobał.

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Vote up!
0
Vote down!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#275834