To był rok...

Obrazek użytkownika MagdaF.
Kraj

QCHNIA POLITYCZNA

Nowy Rok przywitał nas aurą, którą w starym dowcipie określano: zawieje, ale nie zamiecie. No bo właściwie po co zamiatać, skoro prezydent Warszawy autorytatywnie stwierdziła, że „śnieg jest tam, gdzie pada”. Podobnie jak z tą prawdą, która leży tam, gdzie leży. I obnażą ją dopiero topniejące śniegi, bo, w odróżnieniu od kłamstwa, które leży na wierzchu, prawda zawsze leży w głębi. Obfite opady śniegu odsłaniają też coraz więcej bałwanów, którzy brak marchewki – unijnego owocu, skutecznie zastąpią od nowego roku kijami o nazwach: VAT, CIT i PIT, którymi będą okładać tych, którzy jeszcze nie zamarzli. Jednym z trendów współczesnej zimy jest nowa odmiana kultowych walonek. Dawniej kojarzone z wiejską babuszką, sowieckim żołnierzem czy myśliwym, stały się, pod nową nazwą mukluki, hitem sezonu. Tym samym wyprzedziliśmy Związek Sowiecki, dołączając do Lapończyków, Nieńców i Czukczy.

W reklamie Simplusa zadowolone darmowymi minutami dzikusy wydają niezrozumiałe, ale pełne radości dźwięki. Ohoooo hoooo hoooo – wtóruje im prezydent Komorowski na wczasach w Wiśle, dziękując góralom w ich gwarze za miłe przyjęcie. Bez konsultacji Wikipedii pozwolił też sobie nawiązać do Józefa Piłsudskiego i słynnego cytatu o Polsce jako obwarzanku, który brzmi: Polska to obwarzanek: Kresy urodzajne, centrum – nic. Komorowski powiedział: „Polska jest jak obwarzanek. Na krańcach najtwardsza”. Cóż, wąsy Piłsudskiego nie czynią. O dwudziestej, w telewizji fuj! publicznej, prezydent wygłosił krótkie orędzie do narodu z zamku na Zadnim Groniu, w którym stwierdził, że instytucje państwa zdały egzamin, rozwijamy dialog społeczny, nasza gospodarka wyróżnia się pozytywnie i liczymy się na świecie, co zaświadczył Miedwiediew i Obama. Czyli jest dobrze, ale nie beznadziejnie. I jeszcze ważny wywiad dla Info. Dla prezydenta katastrofa smoleńska jest „arcyboleśnie prosta”. Od początku wiedział, że winę ponoszą piloci, więc rozbieżności w protokołach rosyjskim i polskim są zgodne z procedurami. A Miedwiediew powiedział mu przez telefon, że wszyscy zginęli.

Feta proletariatu, o której nieprzerwanie od 30 lat śpiewa Maryla Rodowicz, była nagrodą od partii rządzącej dla umęczonego narodu w postaci komunistycznych Dionizji, najczęściej z okazji świąt państwowych. Służyły podrasowaniu nadszarpniętego image PZPR, które nie mogąc dać chleba, urządzało darmowe igrzyska. Wstęp wolny dla wszystkich. Dzisiaj jest podobnie. Z okazji Sylwestra, zamiast chleba zafundowano igrzyska dla biedoty, która ogrodzona płotkami przez agencję Zubrzycki, stała kilka godzin na mrozie, by obejrzeć na placu Konstytucji rodzimych celebrytów i importowanych za 400 tys. zł przechodzonych „artystów”, wyblondzonych facetów w mini i podkolanówkach, wulgarne gesty Dody i wątpliwe dowcipy tandemu Cichopek-Ibisz. Sylwester bezguścia, tandety i miernoty, transmitowany przez Polsat, którą zafundował warszawianom Ratusz za 3,6 mln zł zamiast odśnieżania ulic, służył propagandzie POlityki miłości. Gdy brak konkretów, obwodnica Warszawy nie powstanie, a budżet stolicy, jak ta świnia, leży i kwiczy. Było hucznie, bo wszystko huczało, choć H.Gronkiewicz-Waltz razem z J. Buzkiem – live, reszta z playbacku. Na koniec Oda (nie Doda) do radości. Cóż. Jaki prezydent, taka zabawa.

Od Nowego Roku w mediach Czysta Forma polityczna. Witkacy przewraca się w grobie. Posłuszne miernoty topią się w płyciźnie własnych myśli, produkując panegiryki partii rządzącej i groteskowe bzdury lub dyskutują nad raportem MAK, którego nikt nie zna. Naczelny Rzeczpospolitej, skompromitowany wypowiedziami o katastrofie i oszalałych obrońcach krzyża, w trzech akapitach podejmuje, bez powodzenia, polemikę z J.M.Rymkiewiczem, a dziennikarz gazety, która nie zajrzała do teczki Maleszki, oskarża inną, że zagląda do majtek pracowników. Za komuny było przejrzyściej, bo byliśmy MY i ONI. Gdy część z nas przeszła do ONYCH, bo 49% udziałów skarbu państwa to potężny bat, MY – jesteśmy stale i kompleksowo dziobani. Choć przysłowie mówi, że potulne ciele dwie matki ssie, ale szybciej może się zachłysnąć. MY, dziobani konsekwentnie, zakładamy własne tygodniki, sprzedaż nam rośnie, a dziobaczom, lepkim od wazeliny, spada. To jest sprawiedliwość dziejowa.

Orędzie Palikota? Wszystkie gazety ponoworoczne skompromitowały się takim tytułem, niektóre „orędzie” wzięły w cudzysłów, bo Palikot, „jeszcze poseł” może co najwyżej nakręcić sobie klip i wrzucić do netu. Na tle biblioteki, która uwiarygodni jego oczytanie i flagi polskiej i unijnej, które wzmocnią rangę jego słów, w tłumaczeniu na język rosyjski na pasku. Panie Januszu, a dla Obamy nic? Żadnego gadżeciku? Cieniutko. Ale skoro mówi Pan, że polityka jest wku*jąca, zostało Panu się tylko upić. W 3D, jak to kiedyś mówiono. Choć właściwie jest co świętować. Jest Pan czysty jak łza i choć koledzy z Platformy już Pana nie lubią, cieszy się Pan sympatią sądów, szczególnie lubelskiego. Śledztwo w sprawie samofinansowania kampanii wyborczej PO zostało umorzone, prezydenta można nazywać chamem a wymiar sprawiedliwości „pieprzonym sądem”.
O polskim wymiarze niesprawiedliwości można by pisać nie tylko przy okazji sukcesów Palikota. Prezydent Sopotu może być wkrótce oczyszczony z sześciu prokuratorskich zarzutów, w tym z pięciu korupcyjnych, a sprawa umorzona, bo gdański sąd okręgowy zwrócił prokuraturze akta „w celu uzupełnienia”. Główny dowód w sprawie, nagranie biznesmena S. Julke nie jest dla sądu dowodem, bo jest nieoryginalne; było przegrywane na komputer i z powrotem na płytę. Takich problemów nie ma Prokuratura Wojskowa w Warszawie, która kopie czarnych skrzynek z tupolewa, „odszumionych” w Rosji, przyjęła za dowód w sprawie. Kłopoty może mieć jednak rząd, który jako podstawę do badań przyczyn katastrofy przyjął, wraz ze stroną rosyjską, konwencję chicagowską, której art. 3 mówi, że umowę stosuje się wyłącznie do samolotów cywilnych i nie stosuje się do statków powietrznych, do których zalicza się samoloty wojskowe. Tu-154 należał do 36 Pułku Lotnictwa Wojskowo-Transportowego, a z planu lotu, jaki przedstawiła załoga 9 kwietnia wynika, że był to lot wojskowy.

Gwałtu, rety! Państwo nas okrada! Tak zareagowali naiwnie wierzący, że objęci reformą systemu emerytalnego Buzka będą zwiedzać ciepłe kraje i sączyć drinki pod palmami. Decyzję rządu o zmniejszeniu składki do OFE z 7 do 2,3% skrytykowała też Izba Gospodarcza, skupiająca 12 Towarzystw Emerytalnych oraz ci ekonomiści, którzy brali udział w złodziejskiej reformie. Bo państwo nas okrada od 10 lat i to za przyzwoleniem Komisji Nadzoru Finansowego, która już dawno stwierdziła, że Otwarte Fundusze Emerytalne straciły niemal wszystkie oszczędności emerytów. Wykazały się brakiem profesjonalizmu, bo inwestowanie na giełdzie traktowały jak grę w karty, za cudze pieniądze. Krótko mówiąc, dla przyszłych emerytów nic nie zarobiły, a uwzględniając inflację straciły i to dużo. Ale same fundusze zarabiają – i to świetnie, bo oparte są na megaoszustwie – największej aferze po 1989 roku, która powinna być przedmiotem komisji śledczej. Nawet sama nazwa jest oszustwem : Otwarte, ale nie można z nich wyjść. Jej autor, J.Buzek, który wpędził nas w ten kanał, o emeryturę martwić się nie musi. Nam zachwalał, by oddać pieniądze w prywatne ręce, bo ZUS to przeżytek. Oddaliśmy więc pod przymusem bez żadnego zabezpieczenia (dziedziczenie zniósł rząd Tuska), narażając ZUS na deficyt, który łata pożyczkami od państwa ze sprzedaży obligacji, czyli od nas po to, by OFE mogły istnieć. Takiej piramidy finansowej może nam pozazdrościć sam B.Madoff.

Tomasz Karolak, który brawurowo zagrał w reklamie marketu budowlanego OBI, jak mówią przyjaciele: napił się, napocił i stworzył prywatny teatr. A ponieważ w III RP tylko teatr Krystyny Jandy jakoś sobie radzi, Karolak, dziecko oficerów WP, który opowiada, jak mieszkał w tajnym bloku w Mińsku Mazowieckim i matkę zastępował mu szeregowy Pawłowicz, wpadł na pomysł spektaklu o generale Jaruzelskim. Opowieść o pierwszym sekretarzu PZPR ma nosić tytuł: Odpieprzcie się od generała. W roli głównej ma wystąpić groźny i liryczny Marek Kalita, dla którego przestrogą powinien być film „Dzień świra”, po którym Marek Kondrat do dziś nie może się otrząsnąć. Na mieście mówią, że bilety do teatru będą dodatkiem do Gazety Wyborczej. Razem z piosenką: „Janek Wiśniewski padł”.

Jak w Wałbrzychu, to i wszędzie. Mimo apelu do premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby ogłosili program "zero tolerancji" dla korupcji wyborczej i manipulowania przy wyborach, sprawę wyborów na prezydenta będzie musiał rozstrzygnąć sąd. Mirosław Lubiński, kandydat na prezydenta Wałbrzycha złożył do sądu protest wyborczy i domaga się powtórzenia głosowania, wnioskuje również, by odbyło się ono pod nadzorem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W I turze wygrał z kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim, w drugiej – przegrał 325 głosami, przy 642 nieważnych. Na korupcję wyborczą są dowody: zaznania świadka, który na zlecenie kupił 200 głosów na kandydata PO za dwa tysiące złotych i nagranie jego rozmowy z kandydatem PO. Mężczyźni spekulują o ewentualnych efektach powyborczego skandalu. Świadek zeznaje, że kandydat PO w zamian za kupowanie głosów miał załatwić mu pracę. Jego pośredniczce obiecał umorzyć długi za mieszkanie. Miłość kupowana za pieniądze jest zwykłą prostytucją.

Po świątecznych marzeniach premiera o karierze piłkarskiej wnuka, rozpoczął się okres kolędowania. W miejscach zaprzyjaźnionych: Tusk u Żakowskiego, Schetyna u Lisa we Wprost. Spowiedź premiera była widowiskiem smutnym, choć nie przyniosła oczyszczenia po ubiegłorocznych wstrząsach, które według Richtera oscylowały między 8 -9 i wyzwoliły olbrzymią energię Polaków. Ale nie jest ona powodem dumy rządu, choć widoczne jest, że premier obserwuje sejsmograf. Mówi o tym Grzegorz Schetyna na kozetce u Lisa, gdzie jest bezpiecznie i przyjemnie, dlatego zbytnio się otwiera, przepowiadając ciężki i trudny rok. A wszystko w cieniu Smoleńska: wybory, unijna prezydencja i wiele niezałatwionych w ubiegłym roku spraw. Być partią władzy, mówi, znaczy być najedzonym, nasyconym, rozpartym w fotelu i mówić: Jestem świetny i wszystko mi się należy. Nic mi się nie należy – rozbrajająco szczerze kończy wyznanie. Morale członków rządu spadło, a pijar jest coraz smutniejszy. Wiedzą, że to będzie ciężki rok dla Platformy, bo nie wystarczy „haratnąć” w piłę i być jak Mourinho. Przyjdzie czas, gdy ludzie powiedzą, że trzeba zejść z boiska. Bo nie wystarczy być, trzeba jeszcze umieć grać.

Tekst opublikowano w Nr.1/2011 Warszawskiej Gazety

Bardzo proszę o głosowanie na mój blog w konkursie:Blog Roku 2010.

SMS-y (1,23 zł) można wysyłać do 20 stycznia.
Numer: 7122, w treści należy wpisać mój kod: C00197
( znak 0 - to cyfra zero).
Z góry bardzo dziękuję.
Magda Figurska

Hasło: C00197 na nr.:

Brak głosów

Komentarze

Witam,
trzeba było nie pisać o Karolaku, to może bym i zagłosował !
Tyle żartów.

Grać to może potrafią, tylko to jest poziom okręgówki.

Serdecznie pozdrawiam

jwp

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#123477

a od 45 lat. Lada moment powinna obchodzić 50-lecie, jeżeli się oczywiście do tego przyzna.
Iranda

Vote up!
0
Vote down!
0

Iranda

#123608