Berlin, 17.II.2012, p r z e s i e d l e n i a II W.Ś.

Obrazek użytkownika wilre
Kraj

  

PaństwoBezpieczeństwo

CZWARTEK, 16 LUTEGO 2012 11:08

ŹRÓDŁO/AUTOR GS24.PLMARCIN BARANOWSKI

 

Udostępnij

 

Wiece w polskich miastach, w tym w Szczecinie, samoloty zrzucające miliony ulotek popierających roszczenia potomków niemieckich "wypędzonych". Takie akcje szykuje na wiosnę w Polsce nowa niemiecka organizacja z Berlina.

 

 

Późna sprawiedliwość: niemieccy wypędzeni otrzymują z powrotem swoją własność”. E-maila z takim nagłówkiem dotarł do naszej redakcji. Jest napisany po polsku.

 

Zawiera zaproszenie na konferencję prasową, organizowaną w piątek, 17 lutego w Berlinie przez Eigentuemerbund Ost (Związek Właścicieli – Wschód), założony w styczniu 2012 roku.

W emailu jest też informacja, że wiosną niemiecka organizacja planuje przeprowadzenie w Polsce „kampanii uświadamiającej”.

„Od maja będą rozdawane polskim gospodarstwom domowym miliony ulotek, które będą informować o polskich zbrodniach na niemieckich cywilach i polskich naruszeniach prawa międzynarodowego. Jednocześnie planowane są publiczne manifestacje. Pierwsze stacje akcji to Goerlitz (Zgorzelec – dop. red.), Stettin (Szczecin), Breslau (Wrocław) i Oppel (Opole)” – czytamy w tej dziwnej korespondencji.

Akcje „uświadamiające”, jak wynika z listu, to przedsięwzięcia towarzyszące pozwom niemieckich „wypędzonych” przeciwko Polsce i Czechom. Dzięki nim Niemcy mają móc odzyskać swoje mienie, „zrabowane po drugiej wojnie światowej”. Proces prawny przeprowadzony ma być przez „znanych adwokatów i specjalistów prawa międzynarodowego”, którzy rzekomo pomogli Związkowi znaleźć w styczniu 2012 roku luki w prawie międzynarodowym – i zabezpieczony finansowo „przez inwestora”.

Trafiliśmy do nadawcy emaila. To Lars Seidensticker, prezes EBO e. V. To on podniósł słuchawkę, gdy zadzwoniliśmy na podany w emailu numer w Berlinie.

Jak nam powiedział, podobne zaproszenia rozesłał na 120 adresów w Polsce, głównie do polskich mediów. Ponadto takie same zaproszenia otrzymały media i politycy niemieccy. – Polska to przecież katolicki kraj. Liczę więc na to, że znajdziemy w Polsce wiele osób, które wesprą nas w walce z tą oczywistą niesprawiedliwością – powiedział nam Lars Seidensticker.

35-letni Niemiec jest bohaterem reportażu wyemitowanego przez szwajcarską stację telewizyjną SF. Link do materiału filmowego jest na stronie 
www.eigentum-ost.de  

Uwaga – Zmiana miejsca konferencji prasowej!

Konferencja prasowa Związku Właścicieli Wschód z.z.:

Piątek, 17 lutego 2012r., godzina 10:30

Allee der Kosmonauten 28, sala 515

12681 Berlin

Przedstawia wizytę Seidenstickera w Otmuchowie na Śląsku, dokąd pojechał osobiście upomnieć się o dom babci, wysiedlonej (na mocy decyzji aliantów – dop. red.) w 1946 roku. W tym scenę, w której Niemiec chodzi po polskim miasteczku z przypiętym napisem, że jego dziadkowie, wywłaszczeni przez Polaków, nie byli winni wojnie i nie popełnili żadnej zbrodni.

 

– Choć mieszkają tu teraz Polacy, kamienie mówią tu wciąż po niemiecku – mówi Seidensticker w reportażu. Nam powiedział, że po ewentualnym odzyskaniu babcinego spadku, nie zamierza wypędzać obecnych polskich lokatorów.

– Chodzi tylko o sprawiedliwość, z niej nie może wynikać kolejna niesprawiedliwość – tłumaczy.

– A gdzie tkwi ta prawa luka, która ma być podstawą roszczeń? – dociekaliśmy. – Przed procesem nie mogę zdradzać szczegółów. Ale tkwią one w „Klein-Gutachten”, która też jest na naszej stronie – wyjawił niemiecki prezes. „Klein-Gutachten”, publikowana na stronie EBO e. V. to potoczna nazwa eksperyyzy prawnej, sporządzonej przez prof. dr. Eckart Klein na zlecenie niemieckiego Bundestagu.

ŹRÓDŁO

Brak głosów

Komentarze

 i oficjalne protesty czynników rządowych i instytucji społecznych, mogą zaradzić.

Należy niezwłocznie sporządzić kosztorysy strat wojennych  wszystkich miast, miasteczek i wsi. Najlepiej szczegółowe dokumentacje, uzupełnione fotografiami i zeznaniami świadków wydarzeń.

 

 A ja , nie chciałam wierzyć...

 

 

 

Dlaczego nie ufam Niemcom?

elzbieta23, 30 Listopada 2011, 12:30

Na temat:

 

 Trudno sprecyzować coś, co jest tylko przeczuciem, intuicją, a może... instynktem samozachowawczym.

 Niemcy są inni niż my. Mają odmienną mentalność, nawyki, kulturę i obyczaje. Na każdym gruncie ta inność zaznacza się bardzo wyraźnie.

 Kiedy słucham wypowiedzi tych, którzy uważają Niemców za naszych przyjaciół, zawsze patrzę podejrzliwie. Zwykle ukrywa się za tym zachwytem zwykły kompleks niższości i chęć akceptacji za  w s z e l k ą   cenę.

   Już małe dzieci uwielbiają być porównywane do książąt i królewiąt. Złote korony królują na przedszkolnych zabawach choinkowych, a świadomość bycia urodzonym w nizinach społecznych, uwłacza i irytuje.

 Fajnie byłoby też przynależeć do narodu, który ma opinię gospodarnego, bogatego i nade wszystko: mocnego, chociażby nawet posiadał w swojej historii krwawe grzechy. Tym lepiej, bo pamięć takich dokonań buduje respekt  i stosowny dystans.

 Los jednak sprawił, że jestem obywatelką kraju, który wielokrotnie doświadczył ciężkiej ręki mocarnego sąsiada.

  Mówi się, że kto się gorącym oparzył, ten na zimne dmucha. Nadeszły czasy, kiedy brakuje tych, niegdyś poparzonych, a młodzi niedoświadczeni ... cóż: oni znają jedynie zimne ognie, a w te gorące nie chcą uwierzyć.

 

 

 W czerwcu 2009 roku pisałam:

 

 Płynie czas nieubłaganie i zaciera ślady. Blakną stare fotografie, rozsypują się zmurszałe mury kamienic -świadków minionych zdarzeń.

 Mamroczące usta starych ludzi snują co prawda jakieś wspomnienia, ale ich mało przekonywujący, drżący z wysiłku głos, nie robi wrażenia na słuchaczach.

Cóż szepczą te pomarszczone usta, co chcą nam powiedzieć  dygocąc  z emocji?

Starcy wiedzą, że zbliża się ich kres i roztaczając wzrok po twarzach ukochanych dzieci i wnuków, chcą ich przestrzec, ochronić, zabezpieczyć przed losem, którego sami w życiu posmakowali, a jego gorycz pamiętnie wżarła się w ich zmysły.

Oplecione sznurami żylaków kończyny to pamiątka po nadludzkiej pracy w miejscach wskazanych przez Panów Okupantów. Trzynaście lat to przecież doskonały wiek do pracy dla polskiego niewolnika. Gruby kij nadzorcy doskonale spełniał rolę kursu przygotowawczego. Rozbijanie kamieni to przecież lekka praca. Zdrowa, bo na świeżym powietrzu - rechotano tubalnie.

"Niech się cieszy, że nie jest starszy, bo pojechałby na roboty do Rzeszy i mamusia by płakała".

Nie. Na roboty nie. Tam cioteczny brat był. Zastrzelili go za to, że ukradł koszulę i wciągnął na siebie, zdejmując z karku własną, zniszczoną do granic możliwości.  Koszula, która przywłaszczył pochodziła z paczek z Gett i była przeznaczona dla jakiegoś niemieckiego eleganta, nie dla polskiego niewolnika. Naiwny myślał sobie, że kradzione utuczy, a tu dostał za swoje. Polski złodziej - schweine.

  Niemcy  nienawidzili złodziei. Zastrzelili takiego w pobliskiej wsi. Doniósł na niego sołtys, któremu zgłoszono kradzież siana. Bezczelny był ten złodziejaszek. Pyskował sołtysowi, że ma w nosie jego urząd i nic nikomu nie odda, bo potrzebuje paszy dla bydła, a okradzionemu sąsiadowi nie ubędzie. Niemcy sprawę załatwili raz dwa.

 W miasteczku żandarm zabił matce syna. Niewiarygodna wręcz sprawa. To były pierwsze dni okupacji. Pijaczek synalek popiwszy jak zwykle, po powrocie do domu, jak zawsze zaczął rzucać miskami po chałupie. Kobiecina jak to miała w zwyczaju, popędziła po policjanta, bo tylko mundur "uspokajał" awanturnika. Nowy Pan Władza przyszedł, a jakże. Wyprowadził pijaka za węgieł domu i tam go zastrzelił.

Ordnung muss sein.

Bardzo popularnym "pieniądzem" w czasie okupacji był bimber. Taki alkohol domowej, a raczej leśnej roboty. Kiedy chłopaki w zagajniku go "pędzili", na obrzeżach lasku ich siostra pasła krowy. Tak dla "oka". Stała na czatach, żeby, Boże uchowaj, nikt nie nadszedł. Ktoś jednak zobaczył i pozazdrościł "majątku". Żandarmi okrążyli lasek i zastrzelili siostrę i jednego z braci. Drugi ukrył się gdzieś.

 Niemcy nie szukali zbytnio. Wchodzili do każdej chałupy w najbliższej wsi i wyznaczali jednego z mężczyzn, jako zakładnika. Skrupulatnie znaczyli kredą wszystkie chaty, by nie pominąć żadnej z nich.

 Do zachodu słońca miał się zgłosić uciekinier pod groźbą rozstrzelania wszystkich "naznaczonych". Tymczasem wzięto jego matkę. Chłopak zgłosił się dobrowolnie. Jego i rodzicielkę zastrzelono w miejscu, w którym leżały już ciała ich bliskich.

Kiedy likwidowano w miasteczku Getto, na podwórko  sąsiada wpadła Żydówka z dwojgiem dzieci. Szybko rozglądając się po obejściu wybrała miejsce schronienia dla siebie. Była to psia buda. Dzieciaki bezradnie rozglądały się wokół straciwszy matkę oczu. Pewnie myślała nieszczęsna, że Niemcy dzieci oszczędzą. Nie mieli skrupułów. Zastrzelili je na oczach ich matki. Wypełzła z okropnym krzykiem z ukrycia i rzuciła się w stronę zabójców. Nie mieli litości. Wzięli ją żywcem rechocząc z uciechy.

  Dość tych koszmarów. Człowiek ma dosyć  tych okropności. Odruch obronny każe przestać słuchać.

Jednak bezzębne usta dalej mamroczą ciągnąc niekończącą się opowieść.

 Dlaczego teraz? Przecież było tyle czasu przez te powojenne lata?

 Co szepczesz starcze?  ONI W R Ó C Ą?

 

Vote up!
0
Vote down!
0
#227008

Wnioskuję drogi Sherlock'u, że bracia z Königsberg'u radują się iście na wieść o tym! HIP HIP?! HURRA! A o czym? O tym, że te rakiety już pakują i za Smoleńsk z nimi jadą. Ciekawi mnie tylko czy Nasi Przyjaciele, pobratyńce z września '39 już powiedzieli Miedziowi i Pytkowi o swoich roszczeniowych planach?

Bo jeśli mamy się rozliczać, to porówno! Ile WY NAM, tyle WY NAM GNOJE! Ot co! Nie że śląsk, czy POMMERN, a co Ukrainą i naszą Białorusią kochaną? Nie, podziękuję. No co, Pani Merkel? Pakować się i do Arbeits Lager'a pod Bełchatowem odpracować powojenne odszkodowania, bo mi to wasze Euro zadłuzone na 90%PKB niepotrzebne, łopatę, taczkę i jedna para gaci na zmianę UNBEDINGT!

No wybaczcie, poniosło mnie, ale denerwuje mnie takie pitolenie! Alex Springel niech to jeszcze rozbuchają, z NYTimesem na czele o polskich obozach... Wiecie jaki był wynik apropos tego nieporozumienia medialnego z tymi obozami?

Zostało zabronione używanie stwierdzenia "polskie obozy zagłady"!!! I teraz wszyscy wiedzą, że nie wolno używać stwierdzenia "polskie obozy zagłady"... i niech powtórzą to jeszcze ze dwa razy to wszyscy zapamiętają z tego cyncznego bełkotu medialnego tylko "polskie obozy zagłady"! Zamiast po ludzki zdementować powiedzieć głupim amerykanom co i kto... To nieee... z resztą to temat tabu. Naziści? Nie! Auschwitz? Nie, Oświęcim!

Pozdrawiam Was bardzo ciepło drodzy blogerzy. Co raz jak wchodzę na niepoprawnych i jest mi co raz smutniej, bo tyle przykrych informacji do nas dociera, ale i co raz raźniej, bo przynajmniej ktoś o nich mówi.

pozdrawiam, anakolut.

Vote up!
0
Vote down!
0
#227126

czy trza mieć pozwolenie? Bo jeśli trza, to warto wiedzieć kto je wydaje, ogolić na łyso, wysmarować w smole i wytarzać w pierzu.

Niech stracę, dam golarkę i starą pierzynę :)

Pani Arciszewska-Mielewczyk dostała wysoką grzywnę za swoje ulotki od sądu niemieckiego. Jest okazja zarobić, skazać szwabów na grzywnę wielokrotnie wyższą !

 

Vote up!
0
Vote down!
0
#227404

gość z drogi

a no własnie,czy wolno ? w tuskolandii wiele wolno,natomiast jednego nie wolno,być patriotą

dlaczego ten artykuł uciekł nam z oczu... ?

spóżniona dycha :)

Vote up!
0
Vote down!
0

gość z drogi

#249987